Te rozważania adwentowe nie są nam dane, żeby je detalicznie rozważać, tylko żeby je przeżyć… Bł. Ks. Jan Macha będzie duchowym przewodnikiem naszych rozważań adwentowych, a zarazem skutecznym orędownikiem. Warto za jego wstawiennictwem prosić Boga o spełnienie się na nas Bożych pragnień, które tak doskonale rozeznawał w sobie i przekazywał innym.
Nasze rozważania będą oparte na jego myśli, która składa się z trzech zdań. Te zdania wybrałem jako odrębne tematy do każdego z rozważań. Dodam tylko, że ta myśl pochodzi z listu, jaki wysłał do swoich rodziców z więzienia. Był to 1942 rok, kilka tygodni przed egzekucją.
Ks. Jan Macha nie mógł się spowiadać nie dlatego, że miał jakiś kaprys czy przeszkodę jak np. małżonkowie żyjący w związku niesakramentalnym, ale dlatego, że przebywał w więzieniu, gdzie nie miał go kto rozgrzeszyć. Innych spowiadał, a sam nie mógł skorzystać z tego sakramentu. Ciężko mu było na sercu… był z tego powodu nieszczęśliwy. Pewnie prześladowały go jego własne myśli, które wypowiedział w kazaniu wygłoszonym w parafii św. Józefa 25 lutego 1940 roku, a więc dwa lata wcześniej: „Żołnierz, aczkolwiek dobrze uzbrojony i dobrze zaopatrzony w żywność, gdy przyjdzie do utarczki, odnosi rany i człowiek zdrowy zapada w chorobę, tak i chrześcijanin, choć ochrzczony, zaledwie podrośnie, ma do walczenia z troistą pożądliwością i dlatego zostaje nie jeden raz ranny na duszy, traci łaskę uświęcającą przez popełnienie grzechu ciężkiego. O jakże on wtedy nieszczęśliwy. Drugi raz chrzcić się nie może, nikt mu grzechów odpuścić nie może, jeno sam Bóg. Przewidział to Pan Jezus i ustanowił sakrament pokuty. (kazanie, parafia św. Józefa, 25 lutego 1940).
Wyjaśnijmy dwie kwestie:
Co to jest troista pożądliwość? „Pożądliwość ciała, a wraz z nią pożądliwość oczu i pycha tego życia, jest „na świecie” i zarazem pochodzi „od świata” nie jako owoc tajemnicy stworzenia, lecz jako owoc drzewa poznania dobra i zła (por. Rdz 2, 17) w sercu człowieka”. (Katecheza JPII podczas audiencji generalnej, 30.04.1980).
Dlaczego człowiek staje się nieszczęśliwy z powodu braku spowiedzi? Pamiętacie ten tekst o kobiecie pochwyconej na cudzołóstwie, którą przyprowadzono do Jezusa? Kiedy papież Franciszek komentował ten tekst, skupił się na jednym zdaniu, a mianowicie: „Pozostał tylko Jezus i kobieta”. Św. Augustyn skomentował to tak: zostało ich dwoje Misericordia et misera, miłosierdzie i nieszczęśliwa, miłosierdzie i ludzka bieda. Papież Franciszek postawił sobie pytanie: dlaczego Jezus został? Wszyscy inni odeszli, dlaczego Jezus został? I Papież odpowiedział: został, ponieważ Mu zależało na niej. Oni wszyscy odeszli, ponieważ żadnemu z nich, którzy ją przywlekli do świątyni, na niej nie zależało. To jest coś przerażającego. My w ten sposób potrafimy mówić o grzechach naszych bliskich. Mówimy o ich grzechach tak, jakby nam kompletnie na tych ludziach nie zależało. Jezus tak nie potrafi. Jezus czuje się wciągnięty w jej życie. Skoro została przyprowadzona do Niego, On czuje się wciągnięty w jej dramat. Został, ponieważ Mu zależy na niej. I mówił Franciszek jeszcze tak, że Jezus zawsze widzi grzesznika przed grzechem, czyli najpierw widzi osobę, a potem widzi jej grzechy. Dokładnie odwrotnie niż ci którzy ją przyprowadzili do świątyni. Oni tylko widzieli jej grzech, a jej samej w ogóle. Nie widzieli jej jako osoby, jako kogoś, kto ma swoje życie, swoje emocje, kto ma strach, przerażenie; kto ma w sobie jakąś nadzieję na ocalenie. To wszystko mieli w nosie. Jezus odwrotnie. Najpierw widzi osobę, następnie widzi jej grzech. I tak było z ks. Janem. I tak jest z nami. Kiedy przychodzimy do Jezusa ze swoimi grzechami, to Jego obchodzi nasze życie, kiedy wszyscy inni mają nas w nosie i On najpierw widzi każdego, każdą z nas; tych, których stworzył; tych, których zna. Dopiero potem widzi nasze grzechy.
Nieszczęście człowieka jest spowodowane życiem w grzechu, ale potęguje go również fakt, kiedy wbrew własnej woli zostaje odcięty od zdroju miłosierdzia płynącego z kratek konfesjonału. Kiedy nie może doświadczać tego, jak bardzo Jezusowi zależy na nim, a zna wartość tego doświadczenia. Na tym właśnie polegał dramat bł. Ks. Jana Machy.
Mam nadzieję, że Jezus przekonał cię do wartości spowiedzi. Jeśli okazałoby się to zbyt słabe, w co wątpię, to ks. Jan Macha ma w zanadrzu coś dla tych hardcorowych egzemplarzy: „Oddaj coś winien” – miej zawsze przed oczyma ten nakaz Boskiego prawodawcy. Jeżeli teraz nic nie oddasz coś winien, jeżeli teraz nie zadośćuczynisz za twoje grzechy, nie wynagrodzisz krzywd, to będziesz musiał to odpokutować po śmierci. (kazanie, parafia św. Józefa, 10 marca 1940).
Test do rozwiązania znajdziesz tutaj…