Spotykam się z ogromną życzliwością miejscowych wobec naszej parafii. Szkoda, że nie wszyscy z nich są katolikami.
To zaś wezwanie dla nas. Z tą życzliwością spotykam się ostatnio dosyć często. Świadczy o tym fakt, że zacząłem ją zauważać. Ta życzliwość ma dwa wymiary. Na pierwszym miejscu jest to pamięć o nas, naszych potrzebach i gotowość pomocy, chociażby przez ofiarowany worek ziemniaków. Drugi wymiar to udział w tych wszystkich naszych działaniach. Mam tu na myśli budowę kościoła. Spotykam się z wieloma pozytywnymi reakcjami. Nikt w niczym nie przeszkadza. Pamiętam rozmowę z budowniczym kościoła w Tychach, który opowiadał mi, jakie kłody ludzie rzucają mu pod nogi z powodu budowy kościoła. Mam wrażenie, że u nas jest zupełnie inaczej. Czuje się tą gotowość pomocy. Myślę tu głośno o ludziach, którzy nie są katolikami. Być może to typowe dla ludzi Wschodu.