+48 606 283 414 larafal@interia.pl

Papież Franciszek w p. 49 Amoris Laetitia napisał takie zdanie: „W ten sposób, zamiast im dawać uzdrawiającą moc łaski i światła Ewangelii, niektórzy, wolą „zdoktrynizować” Ewangelię, zamieniając ją „w martwe kamienie, by rzucać nimi w innych”.

To jest język Franciszka, który jest mocny. Ale wiemy, że ten język mówi o nas. Możesz z orędzia chrześcijańskiego, z Ewangelii zrobić zimną doktrynę, która jest zimna jak kamień. I możesz walić tym kamieniem ludzi po głowach. Tylko to jest to, co my robimy, a nie to, co robi Bóg.

Papież zwraca nam uwagę w swojej adhortacji, jakby chciał przez to powiedzieć: „Popatrzcie, jak Bóg jest obecny w tych wszystkich nieidealnych sytuacjach!” Do mnie to przemawia, ale jest grono osób (biskupów, kapłanów, a nawet i świeckich), którzy z Ewangelii zrobili doktrynę. Po roku od mojego wyjazdu z Kazachstanu widzę to, jak na dłoni. Bóg okazał mi wielką łaskę, że wyrwał mnie z „paszczy lwa”. W ten sposób określam zjawisko, którego byłem świadkiem na misjach tuż przed moim odjazdem. Początek i większość czasu, jaki tam spędziłem, był żywą Ewangelią. Kiedy zaś Ewangelia stała się doktryną za sprawą konkretnych ludzi Kościoła, stała się jak zimny kamień, którym rzuca się w innych. To nie pociąga, za to odpycha i skazuje wspólnotę Kościoła na wegetację.

Dla przykładu: stawiać na ostrzu noża to, kto może czytać słowo Boże w kościele. Jeśli kapłan dopuszcza do ambony mężczyzn, to jest posłuszny. Jeśli zaś dopuszcza kobiety, to jest nieposłuszny. W sanktuarium Maryi, Królowej Rodzin, gdzie przez długie lata byłem proboszczem, dopuszczałem zarówno mężczyzn, jak i kobiety. Dążyłem do tego, że niedzielne czytania mszalne były odczytywane przez małżonków. W obecnej sytuacji coś takiego jest zabronione. Jeśli coś jest zakazane, to znaczy, że jest złe, jest przestępstwem; jest sprzeczne z orędziem Dobrej Nowiny. Po czasie widzę, że jest to jeden z procederów doktrynizowania Ewangelii. Ludzkie myślenie wzięło górę.