Mnie też nieraz pytano, jak udało mi się wytrwać w powołaniu? Odpowiadam zawsze, że miałem wiele pracy, ale nigdy nie zajmowałem się rzeczami niepotrzebnymi. Nie odwiedzałem ludzi bez potrzeby, nie wdawałem się w biadolenia. Raczej byłem nastawiony na to, że muszę głosić ludziom Boże Słowo w porę i nie w porę, całymi dniami nie wychodziłem z konfesjonału, nie miałem czasu nawet przebrać się z przepoconej sutanny. I w tym wszystkim Bóg obdarzył mnie taką radością, jaka chyba tylko może być w niebie. Doświadczyłem tego, że jeśli człowiek odda się Bogu bez reszty, to jest z tego wielkie dobro. Trzeba naprawdę siać Boże ziarna, a nie tylko mówić, że trzeba siać. I trzeba ufać, że Bóg to zasiane ziarno doprowadzi do urodzaju. Trzeba też w pocie czoła podlewać i jeszcze mieć odwagę pozwolić, żeby ktoś inny zebrał plony. To jest siła, to jest wiara!
Jan Paweł Lenga, biskup z Karagandy