+48 606 283 414 larafal@interia.pl

Zawsze byłem zdania, że św. Jana Pawła II rodacy kochali oglądać, niekoniecznie chcieli Go słuchać.

Chodzą za mną słowa wypowiedziane przez Jana Pawła II 10 czerwca 1987 r, późnym wieczorem, ze znanego okna Franciszkańskiego 3 w Krakowie: „Bardzo wielkim niebezpieczeństwem, o którym słyszę – nie wiem, czy tak jest – jest to, że ludzie się jakby mniej miłują w Polsce, że coraz bardziej dochodzą do głosu egoizmy, przeciwieństwa. Ludzie się nie znoszą, ludzie się zwalczają. To jest zły posiew. To nie jest Eucharystia, to nie jest od Chrystusa. I to trzeba przeobrazić… Musi w świadomości wszystkich nas stanąć na pierwszym miejscu to, iż jest Ktoś, kto miłuje, bez względu. Nigdy się z tej miłości nie wycofuje”.

Wszyscy, którzy dzisiaj tworzymy życie społeczne, polityczne, gospodarcze, kulturalne, kościelne, europejskie, staliśmy wtedy pod tym oknem – albo fizycznie, albo w pragnieniu… Do dziś te słowa stoją na naszych półkach, zapisane jedynie w zakurzonych przemówieniach papieskich, być może tuż obok egzemplarza Pisma Świętego. Mogą być jak ziarno, które właśnie wtedy, gdy obumrze, przynosi plon. Ale mogły być też tym ziarnem, po którym już nic nie zostało, bo skoro nie obumarło, to zwyczajnie zgniło w ziemi.

Święty Papież świetnie stawiał diagnozy. Nie wiem, czy po Nim ktoś taki się narodził, a jeśli tak, to jeszcze się nie ujawnił.

W mojej pamięci Jan Paweł II pozostanie papieżem, który na przełomie tysiącleci rozpoczął nowy etap dialogu między Kościołem a światem. Rozpoczął go od słowa „przepraszam”. Ten dialog został całkowicie porzucony. Ba! Z powodu braku kontynuacji linia demarkacyjna uległa przesunięciu z poziomu Kościół-świat do Kościół-Kościół.

Dzisiaj wszyscy trąbią o jedności, ale nikt jeszcze nie zdobył się na to, żeby jako pierwszy powiedzieć „przepraszam”. Czy nie dopiero wtedy może też w pełnej prawdzie powiedzieć „przebaczam”?