+48 606 283 414 larafal@interia.pl

Choroba daje po kościach. Zmaganie ze sobą zajmuje pozycję numer jeden. W cieniu pozostaje świadome przeżywanie spotkań z Panem. Dominują rozproszenia, znużenia. Koło południa oddałem wszystko Bogu. Ofiarowałem się w intencji przyjaciela. Nie wiem, co mnie tknęło, że z rana uparłem się, żeby pojechać z objazdem po chorych. Nie były to odwiedziny z posługą. Moim celem było poznanie chorymi. Nasz poprzednik nie wtajemniczył nas w tę posługę, a zostawił jedynie z informacją, że tacy ludzie są w naszej parafii. Zależy mi, żeby ubogacić paschalny wymiar ich życia i teraźniejszości o sakramenty. Byłem pod wrażeniem tych spotkań. Podczas rozmów miałem świadomość, że rozmawiam z „wikariuszami” Chrystusa. Spotkałem ludzi, którzy pielęgnowali wiarę tutejszej społeczności podczas nieobecności kapłanów. To oni prowadzili Mszę świętą. W kluczowych momentach zachowywali ciszę. Zajmowali się katechezą, chrzcili. Do dzisiaj zostało im coś z tego. Jedna z babuszek zaprowadziła mnie do pokoju, który swoim wyglądem przypominał kaplicę. Stół był ołtarzem. Na ścianach ikony, krzyż, świeczki. Krzesła ustawione jak do modlitwy. Wnętrze kryło w sobie tajemnicę. Czuło się tam sacrum. Pozostał zapach modlitwy. Ci ludzie pomimo podeszłego wieku, braku teologicznego wykształcenia, noszą w sobie niesamowitą głębię. Dotyka się tego podczas rozmowy. Chodzące relikwie! Ikony! Nie spodziewałem się, że na swojej dzisiejszej drodze spotkam młodego człowieka. Przewodnik podróży często wspominał, że pojedziemy do inwalidy. Myślałem, ze chodzi o człowieka w podeszłym wieku. Drzwi otworzył młody mężczyzna na wózku. Pewnie w moim wieku, albo młodszy. Żona była w pracy, a on zajmował się dziećmi. Rozmowa była bardzo krótka. Pod koniec podzielił się nadzieją. Wspomniał o klinice, która zajmuje się jego przypadkiem. Po wyjściu dowiedziałem się, że parę lat temu uległ wypadkowi na budowie i od tamtej pory nie chodzi. Wewnętrznie czuję, że będzie możliwość pomóc temu człowiekowi, przede wszystkim duchowo. Kończę dzień z bólem głowy, ale i wielką radością w sercu, że nie jestem jedynym wikarym w tej parafii.