Jezu Chryste, Synu Boży, ulituj się nad mną!
W Tobie jest moje wszystko, bez Ciebie jestem nikim. W Twoich ranach jest moje zdrowie. Umarłeś za mnie, abym żył na wieki.
Na początku Wielkiego Postu chodziłem Twoimi śladami, dotykałem miejsca Twojej śmierci, zmartwychwstania… całowałem je. Staliśmy w tłumie, przeciskaliśmy się wąskimi alejami Via Croce odmawiając drogę krzyżową. Towarzyszył temu hałas i głosy sklepikarzy, spojrzenia ludzi… Minęło zaledwie kilka tygodni od tej pielgrzymki… a dzisiaj zanurzam się w Tobie w pustych murach kościoła, przy udziale kilku osób, bez tłumów, ścisku, bez całowania… Wciąż jesteś Barankiem prowadzonym na rzeź; ludzki strach, wtedy i dziś, uczynił Cię zakładnikiem… wtedy wszystko zostało wytłumaczone i tak miało być w imię Prawa; obecne środki ostrożności są również odpowiedzialne i słuszne… wtedy Piłat umył ręce i zdjął z siebie odpowiedzialność za Twoją śmierć… a ja chociaż stoję przy Tobie ze sterylnymi rękami i w gumowych rękawiczkach, jestem winny Twojej śmierci, stokrotnie winny…