Słowo Boże jest pokazane w tej przypowieści jako pełne mocy, jako pełne mocy! Kiedy przychodzą słudzy do pana, żeby zdać rachunek z tego, co robili, nie mówią o tym, że się bardzo napracowali, ale mówią o tym, że to, co im zostało zawierzone, okazało się pełne mocy. „Panie, twoja mina przysporzyła dziesięć…”. „Panie, twoja mina przyniosła pięć…” (Łk 19, 16.18). Siła była w tym, co im zawierzono, a nie w ich zdolnościach większych czy mniejszych. To jest tak, jak Dzieje Apostolskie mówią. Ile razy Dzieje Apostolskie mówią o wzroście słowa, to zawsze mówią o nim w formie czynnej: „słowo Boże rozszerzało się” (Dz 6, 7), „słowo Pańskie rozszerzało się i rosło” (Dz 12, 24). Słowo jest dynamiczne!
Słowo nie ulega skrępowaniu (por. 2 Tm 2, 9). Słowo ma w sobie siłę. To jest to, czego zupełnie nie doświadcza ten trzeci sługa, który przychodzi i mówi: „Panie, tu jest twoja mina, którą trzymałem zawiniętą w chustce” (Łk 19, 20). Jakby ktoś się uparł, mógłby przetłumaczyć: „w całunie”, bo tam jest słowo greckie „soudarion”. Trzymał minę zawiniętą „w całunie” (gr. „en soudariō”), to znaczy: traktował to, co dostał, jak trupa. Nie widział w tym, co mu zawierzono życia i siły. Pewnie dlatego nie puścił tego w obieg, bo traktował to jak martwy kawałek metalu. „Tu masz swoją własność”. „Zabierzcie mu” (por. Łk 19, 24). To jest coś, na co nas bardzo uczulał Benedykt XVI, kiedy mówił, że możemy traktować Pismo jako coś martwego.
Nie wolno słowa zatrzymać dla siebie! To jest charakterystyczne w tym 8. rozdziale u św. Łukasza. Człowiekowi, który chce zachować słowo wyłącznie dla siebie, nigdy nie wyjdzie, nigdy się nie dzieli, nie przekazuje, nie obraca słowem, będzie ono zabrane. To jest to, co Jan Paweł II zawarł w takim pięknym zdaniu: „wiara umacnia się, gdy jest przekazywana” (Redemptoris missio, nr 2).