+48 606 283 414 larafal@interia.pl

Często poddaję się pokusie wątpliwości, to znaczy, że podejrzewam kogoś o coś i tym się karmię. Najczęściej podejrzewam kogoś o jakieś zło. Moje podejrzenia częściej są złe niż dobre. Uświadamia mi to, jaki jestem w swoim wnętrzu. Tu mam podstawy, aby twierdzić, że dobro, którego jestem udziałem, nie pochodzi ode mnie. Jego źródłem jest sam Bóg! Właśnie dzisiaj świadomie przyłapałem się na takiej wątpliwości i nawet żyłem nią przez jakąś chwilę. Zapamiętałem tę podejrzliwość tylko dlatego, że musiałem ją poddać w wątpliwość. Otóż uczestniczyłem przy zakupie materiałów potrzebnych do podłączenia prądu na terytorium budowy. Chciałem tym sposobem zapobiec niepotrzebnym zatratom mimo że zakładałem, że nie da się tego zrobić ze stu procentową dokładnością. Firmy mogą się umówić ze sprzedawcami i wtedy rzeczywistość pozostaje daleka od tego, co na fakturach. Bazując na tej podejrzliwości śledziłem każdy ruch naszych partnerów. Pewności nabrałem na samym końcu, kiedy wyjeżdżając ze sklepu moi przewodnicy podprowadzili mnie do miejsca jutrzejszego spotkania, a sami pojechali z powrotem do punktu sprzedaży, chociaż nie mieli tego w planach. Nie dopuszczałem innej przyczyny oprócz tej, że wrócili po swoją dolę. Nie karmiłem się długo tą podejrzliwością, ponieważ po krótkim czasie odebrałem telefon od przedstawiciela z prośbą o sprawdzenie samochodu w celu poszukania komórki. To jeden z przykładów poddania podejrzliwości w wątpliwość. Żałuję, że nie zawsze sama miłość Boga jest wystarczającym sposobem na ten rodzaj bycia.