+48 606 283 414 larafal@interia.pl

W pierwszym kazaniu rozważaliśmy słowa wyjęte z ewangelii św. Łukasza: „Jeśli kto chce iść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech co dnia, codziennie, bierze krzyż swój i niech Mnie naśladuje!”. Pan Jezus w tych słowach otworzył przed nami konkretną drogę. Dla każdego z nas ta droga oznaczała coś osobistego, ale dla wszystkich z nas ta droga ma cel, którym jest święte Triduum Paschalne, od którego dzieli nas kilka dni. Wiemy, że liturgia Triduum Sacrum to jest liturgia znaków i gestów. Gesty znaczą nieraz więcej niż obrazy i słowa.

Znamy gesty związane z krzyżem. W obecnej chwili krzyże w kościołach są zasłonięte, ale za kilka dni dokona się odsłonięcie krzyża w sposób uroczysty. Co oznacza ten gest? Zdejmując zasłonę z krzyża chcemy odkryć tajemnicę, która jest ukryta w krzyżu i która bardzo często przed nami jest zasłonięta. Krzyż ma swoją tajemnicę. Ta tajemnica się odsłania dopiero w Jezusie Chrystusie. Jeśli nie patrzymy na krzyż w świetle Chrystusowym, to krzyż nie ma w sobie żadnej tajemnicy. Jest wyłącznie brutalną rzeczywistością. Krzyż sam z siebie jest po prostu szubienicą. Jest strasznym narzędziem męki. Nie bez powodu Pismo św. mówi, że krzyż sam w sobie jest przekleństwem. Przeklęty każdy, kogo powieszono na drzewie. Krzyż sam w sobie jest przekleństwem. Zarówno ten, na którym wisiał Jezus, jak i ten, który wydarza się w życiu każdego z nas.

Krzyż sam w sobie jest przekleństwem. To przekleństwo ustaje wtedy, kiedy z tego krzyża zdejmujemy zasłonę i on pokazuję tę tajemnicę, którą ma w sobie ukrytą. Ale to się dzieje wyłącznie w Jezusie Chrystusie. Tę tajemnicę krzyża najlepiej wydobył ewangelista Jan, który pokazał, że Jezus na krzyżu jest królem. Jest wywyższony. Przeżywa akt największej wolności, co potwierdza pewien szczegół, na który warto zwrócić uwagę.

Tym szczegółem jest to piękne zdanie Jezusowe: „Pragnę”. Dlaczego Jezus mówi „pragnę”? Nie dlatego, że mu się pić chce. Tylko mówi „pragnę”, żeby się wypełniło Pismo. Jakie Pismo ma się wypełnić? Z księgi Wyjścia z 12 rozdziału, gdzie była mowa o tym, że żydzi na hyzopie biorą krew z baranka i oznaczają hyzopem drzwi swoich domów. I tam, gdzie będą krwią oznaczone drzwi, tam śmierć nie ma wstępu. I ewangelista mówi, że wzięto hyzop na gąbkę i do ust mu podano. Usta to są drzwi człowieka. I te usta Jezusa są nasączone hyzopem. Jak odrzwia przez które śmierć nie ma wstępu. Śmierć nie ma wstępu do Jezusa. Jeśli on umrze to dlatego, że odda ducha w absolutnej wolności jako akt miłości do każdego z nas. To jest to, co z krzyża potrafi uczynić Jezus. To, co potrafi uczynić ze swojego krzyża. I On to potrafi uczynić z naszego krzyża. Jego łaska jest taka, że ten krzyż, który na co dzień odbieramy jako przekleństwo, którego nie rozumiemy, który nas niszczy i gwałci, także nas niszczy pytaniem: „dlaczego”, bo go nie rozumiemy; ten krzyż Jezus potrafi uczynić sensownym, kiedy czerpiemy od Niego łaskę, by ten krzyż uczynić miejscem miłości do drugiego. Człowiek sam z siebie nie jest w stanie tego zrobić. Ale w Jezusie: TAK!

I jest jeszcze jeden gest związany z krzyżem, do którego w najbliższym tygodniu zostaniemy zaproszeni, a mianowicie do adoracji krzyża. Gdyby ten krzyż nie został odsłonięty, to się nie wygłupiajcie! Nie adorujcie! Nikt nie klęka przed szubienicą. Jesteśmy zaproszeni do adoracji krzyża dopiero wtedy, kiedy odsłania się ta tajemnica. I ta adoracja – wiemy dobrze – ma formę pocałowania krzyża. To jest coś niesamowicie pięknego i to się kryje tylko w naszym słowie adoracja. Bo jest greckie słowo prostinezis, co znaczy tyle co „pokłon”. Adoracja w greckiej kulturze znaczy upaść do stóp. Zgiąć się tak, jak się przed nikim i przed niczym nie zginam. Uniżyć się aż do absolutnego oddania. Ale łacińskie słowo adoracja znaczy tyle, co „podnieść do ust”. Jest taki tekst w traktacie napisanym do królowej Jadwigi z XIV wieku, że jak my przychodzimy do Jezusa i chcemy Go całować w stopy, to ona nas dźwiga i każe nam się całować w usta. To jest to, co Kościół łaciński rozumie z adoracji. To nie jest tylko padniecie do stóp tak nisko, że niżej już się nie da. Adoracja jest pocałunkiem, bo to poddanie się Bogu musi być w miłości. Moment adoracji to jest ten, kiedy my całujemy krzyż i uznajemy władzę nad sobą także w naszym krzyżu, ale uznajemy ją z miłością. A nie tylko, bo się godzimy, bo co mamy niby zrobić. Nasz akt adoracji to jest pocałunek w miłości.

Ale jest jeszcze jedna rzecz, którą kryje w sobie adoracja krzyża. Jak już powiedziałem wcześniej, my nie adorujemy szubienicy. Adorujemy miejsce naszych narodzin. Trzeba mieć przenikliwy wzrok, żeby w Golgocie zobaczyć miejsce narodzin nowej ludzkości. Żeby zobaczyć w krzyżu kolebkę nowej ludzkości. Żeby zobaczyć w krzyżu, jak ojcowie Kościoła, łożę małżeńskie Chrystusa i Kościoła. Kłaniamy się krzyżowi, adorujemy krzyż jako jedno wielkie narzędzie życia, a nie śmierci. Klękamy przed krzyżem z tą świadomością, że się z niego narodziliśmy.

Te dwa gesty znaczą więcej niż słowa. Znaczą więcej niż obrazy.

Ostatnia myśl jest taka, że to wszystko ma sens tylko wtedy i tylko wtedy, jeśli Chrystus żyje. Jeśli wiemy, że zmartwychwstał. Jeśli mamy doświadczenie Chrystusa, żyjącego Pana, czego wam życzę w te nadchodzące dni.