+48 606 283 414 larafal@interia.pl

Kiedy wędrujący do Ziemi Obiecanej Izraelici wyzwoleni z Egiptu, po raz kolejny tracą cierpliwość, zaczynają mówić przeciw Bogu i Mojżeszowi i wtedy – jak mówi Słowo – konsekwencją ich grzechu jest pojawienie się jadowitych węży, którzy zabijają ich masowo.

Dość ciekawie interpretuje to wydarzenie tradycja żydowska, która stawia sobie pytanie: dlaczego Pan pokarał Izraelitów wężami? I z reguły odpowiedź jest taka: zostali pokarani wężami, ponieważ ich grzech był kłamstwem na miarę kłamstwa węża z raju. Jak pamiętamy wąż z Raju okłamał człowieka mówiąc: czy to prawda, że nie wolno wam jeść ze wszystkich owoców drzew rajskich? Wąż pokazał Boga jako zazdrośnika; jako tego, który pozbawia człowieka dobra, które mu się należy. Szatan pokazywał Boga jako złodzieja; kogoś, kto okrada człowieka z jego możliwości.
Tutaj to kłamstwo jest podobne i ono jest zawarte w tym zdaniu: nie ma chleba ani wody! Nie ma ani co jeść ani co pić. A uprzykrzył nam się już ten pokarm mizerny. Mówią o mannie, że nie mogą już jeść manny, bo jest mdła i nie mają nic do picia. Jedno i drugie to jest potężne kłamstwo.

Jak Biblia rozmyśla nad wydarzeniem manny na pustyni, to podkreśla, że manna miała przedziwny smak taki, jakiego każdego pożądał. Nie wiem, co tam lubicie, bo jedni lubią jajecznicę a inni boczek, a jeszcze inni ser biały z cebulą, więc manna miała taki smak dla każdego, jaki kto kochał.

Z dzieciństwa pamiętam, że przed błogosławieństwem Najświętszym Sakramentem kapłan śpiewał: Dałeś im prawdziwy chleb z nieba. A lud odpowiadał: Wszelką rozkosz mający w sobie. Ta wszelka rozkosz to był wszelki smak ukryty w mannie. Kto, co kochał, to smakował.

Nie ma co pić! A wcześniejszy bunt na pustyni był w miejscu, które Mojżesz potem nazwał Massa i Meriba. Pamiętacie, tam była taka scena, że Izraelici mówili nie mamy co jeść, nie mamy, co pić, wtedy Pan kazał Mojżeszowi uderzyć laską w skałę i wyprowadzić wodę z tej skały. Cała tradycja żydowska odbita zresztą w Nowym Testamencie mówi, że ta skała następnie wędrowała z Izraelem po pustyni. Gdzie się zatrzymali, mieli wodę do picia. Św. Paweł to wspomina, że żydzi na pustyni w czasie wędrówki pili z duchowej skały, która im towarzyszyła, a tą skałą był Chrystus.

Idzie z nimi woda i idzie z nimi pokarm. A oni narzekają: „Nie ma co jeść! Nie ma co pić! Bóg nas zostawił!” A jedzenie mają pod nosem. Wodę mają obok siebie. To jest wielkie kłamstwo, na miarę kłamstwa rajskiego. To nie jest tak, że Bóg nas zostawia samych. Tylko jest tak, że my odwracamy się od tego pokarmu, który On dla nas zastawia. Odrzucamy to mówiąc, że to jest niesmaczne. Już nam się uprzykrzyło jeść ze stołu Boga. Pić ze skały, którą jest Chrystus. Skazujemy się na głód w sytuacji, kiedy obok mamy jedzenie zastawione przez Boga. Nie smakujemy w tym, co Bóg nam daje i mamy do Niego pretensje.

Jakie jest lekarstwo na tę sytuację? Lekarstwo jest takie – tu mówi Bóg do Mojżesza – sporządź węża i umieść go na wysokim palu. Kto będzie na niego patrzył, będzie przy życiu. Jezus odnosi ten tekst do siebie w rozmowie z Nikodemem: „A jak Mojżesz wywyższył węża na pustyni, tak potrzeba, by wywyższono Syna Człowieczego” (J 3, 14). Jak rozpoznajemy się w tych Izraelitach, którzy odwracają się od pokarmu Bożego i jeszcze mają do Boga żal o swój głód i pragnienie; jak się odnajdujemy w tym buncie, to dostajemy lekarstwo. Lekarstwo jest takie: patrz na Chrystusa Ukrzyżowanego!

Jak patrzeć, żeby zobaczyć? To nie chodzi o to, żeby sobie popatrzeć na krzyż. O, jaki fajny! Tu nie chodzi o magie. Mojżesz nie sporządził talizmanu. Oczywiście, że można patrzeć w ten sposób, jak ktoś chce. Ostrzega nas przed tym Pismo święte w księgach królewskich, gdzie czytamy, że w końcu po latach trzeba było tego miedzianego węża zniszczyć, bo Izraelici zrobili z niego magiczny przedmiot. Nie chodzi przecież o to, że popatrzę i od razu przewrót się w moim życiu wydarzy. Patrz tak, żebyś przejrzał ten krzyż. Czytaj go! Wtedy usłyszysz to, co usłyszała św. Jadwiga z krzyża: Czyń to, co widzisz! Patrzę po to, żeby to patrzenie odbiło się w moim postępowaniu. I wtedy się rozpocznie proces leczenia. Patrzysz na krzyż nie po co innego, jak tylko po to, żeby spróbować naśladować Chrystusa ukrzyżowanego. Żeby spróbować przejąć Jego postawę. Wystarczy się zdecydować, a zacznie się proces uzdrowienia w człowieku. Ale trzeba patrzeć na krzyż nieustannie. Z uwagą. Przenikliwie. Kto spojrzy na ten krzyż, będzie zachowany przy życiu.

Jaki jest punkt dojścia tego uzdrowienia? W Rzymie jest kościół Santa Maria in Via Lata, gdzie przetrzymywano w więzieniu św. Pawła i gdzie wygrawerowany jest napis w języku łacińskim: Verbum Dei non est alligatum, co tłumaczy się „Słowo Boga nie uległo skrępowaniu”. Miejsce to stawia człowieka do pionu. Paweł jest w kajdanach i pisze: „Słowo Boga nie uległo skrępowaniu”. Apostoł uległ, bo zostanie poprowadzony na śmierć. Ale on dobrze wie, że nie chodzi o niego. Że jest coś znacznie ważniejszego niż on. Że są w historii ludzkiej dzieje słowa Bożego i tych dziejów nic nie zatrzyma, także zabicie apostoła. Słowo jest mocne, słowo pójdzie dalej, „słowo jest nieskrępowane”. Bóg jest mocny. Cała przyszłość należy do Niego. Cały świat należy do Niego. W tym zdaniu „Słowo Boga nie uległo skrępowaniu” nie ma ani szczypty egoizmu. Ani odrobinę własnego interesu. Człowiek całkowicie skoncentrowany na Bogu. Czy Paweł zawsze taki był? Pewnie często odnajdywał się w tych Izraelitach buntujących się przeciwko Bogu. Ale to wpatrywanie się w Jezusa Chrystusa ukrzyżowanego dokonywało w nim przemiany. Stał się tym, kogo głosił. Czynił to, co widział. I doświadczał tego jako przemiany dokonywanej mocą Boga. Przemiana z takiego egoisty, który nie ma smaku w żadnym Bożym zdaniu. Nic, co mi Bóg daje nie jest smaczne. Po człowieka, który żyje od początku do końca wolą Boga. Pokarmem dla niego jest wola Boża tak, jak dla Chrystusa ukrzyżowanego. Chcecie takiej przemiany?