W lipcu odwiedziłem moją misyjną parafię w Kazachstanie. Okazją była 10 rocznica małżeństwa, które błogosławiłem. Miałem ten zaszczyt doprowadzić do łaski każdego z członków tej rodziny, począwszy od rodziców po dzieci. Wreszcie poczułem się jak w domu, wśród swoich.
Dwa razy spotkałem się z biskupem tamtejszej diecezji. Temat rozmowy wypłynął w ostatniej chwili, być może pod wpływem tych pięknych doświadczeń i emocji, które mnie tam spotkały. Poprosiłem o gwarancję, że będę pochowany przy kościele w Szucińsku. To moje pragnienie, żeby złożyć doczesne szczątki w ziemi kazachskiej. Tam nigdy nie spotkała mnie żadna przykrość, a nawet jeśli coś miało miejsce, to w sposób cudowny poszło w niepamięć.
Wyjechałem stamtąd z postanowieniem wniesienia zmian do testamentu odnośnie miejsca pochówku. Kazachstan albo parafia rodzina. Najważniejsze, żeby przy swoich!