Więcej niż przez połowę swej historii, Kościół w Wielki Czwartek nie przeżywał Mszy świętej, jak my tu dzisiaj. Ludzie, którzy przychodzili wtedy do kościoła w wieczór wielkoczwartkowy, przeżywali tylko dwa znaki. Pierwszy to było umycie nóg. Jak ktoś nie chciał przyjąć tego znaku, nie było dla niego nic więcej. Komunii nie było. I potem drugi znak, z którym trzeba było się zmierzyć, to było obnażenie ołtarza; zdjęcie obrusu. Obrus to szata Jezusa. A szata Jezusowa to Kościół. Jak ten ołtarz zostaje nagi, opuszczony przez szatę, to jest obraz Jezusa, który został sam. Bez swojej szaty. Wszyscy uciekli. To jest znak, z którym trzeba się zmierzyć. Patrzę na goły ołtarz i widzę siebie, który uciekam. Obmycie nóg i goły ołtarz. Nie było nic więcej przez ponad tysiąc lat.
Ten dzisiejszy tekst, wyjęty z ewangelii Jana, jest niezwykle dobrą nowiną, ale bez relacji do tych dwóch znaków, jest dla nas kompletnie niezrozumiały; jakby ponad naszymi głowami i sercami.
U św. Jana, w ewangelii, opis obmycia nóg, zastępuje opis ustanowienia Eucharystii. To musi zastanawiać. Jan był na Eucharystii, był na ostatniej wieczerzy. Ewangelia mówi, że był bardzo blisko Jezusa. Trzymał głowę na Jego piersi. Miał najbliższe miejsce. I co? I ten Jan, który był na centymetry z Jezusem tego wieczoru, nie usłyszał słów: „To jest moje ciało za was wydane”; „To jest moja Krew, nowego przymierza za was wylana. To czyńcie na moją pamiątkę”. Jan tego nie usłyszał? Jak to jest możliwe, że Jan tego nie zapisał? Zapisał, ale właśnie w tej formie. Jan chce pokazać, o co idzie w Eucharystii. Co znaczy przeżywać Eucharystię tak, jak my ją przeżywamy dzień w dzień, nieraz dwukrotnie, nieraz trzykrotnie? Co znaczy przeżywać Eucharystię? To znaczy: przeżyć ten właśnie moment, że Jezus klęka przed Tobą z miednicą w ręce i z prześcieradłem na sobie i chce ci umyć nogi. To jest Eucharystia. To jest to, o czym Jezus mówi: „To czyńcie na moją pamiątkę!”.
Czynić Eucharystię na pamiątkę Jezusa nie znaczy tylko wziąć i odprawić mszę. Warto przeczytać pierwszy list do Koryntian. Zresztą fragment żeśmy dzisiaj słyszeli, jak Paweł to przypomina uczniom w Koryncie, w jaki sposób Jezus uczynił Eucharystię. A potem mówi im: ale wy, kiedy się schodzicie na wieczerzę, to nie przeżywacie Eucharystii. U was nie ma wieczerzy Pańskiej! To jest tak ostro powiedziane. Co znaczy „nie ma”, przecież „odprawiają”? Mają chleb i wino, mają wszystko, wypowiadają słowa przeistoczenia, a Paweł mówi: „nie ma wśród was łamania chleba”. To, co robicie, nie jest Eucharystią. To jest szok, jak się czyta ten tekst Pawła.
Odprawiają, a co to z nimi czyni? Co to zmienia w relacjach między nimi? Przeżyli kiedykolwiek to, że Jezus klęka im u nóg i umył im te nogi? Mogliby być wtedy tacy sami wobec siebie, a jacy są? Paweł mówi: schodzicie się jako wspólnota. Jeden przychodzi głodny. Drugi przychodzi nasycony. Tamten umiera z głodu. A tamten utracił dach nad głową. I niby są razem, tylko jeden na drugiego nie patrzy. Nic nie widzi, jakie który ma potrzeby. Nie ma wśród was łamania chleba – mówi św. Paweł. Co z tego, że odprawiacie? Co znaczy „to czyńcie na moją pamiątkę”? Obrzęd wykonać? Myślę, że Eucharystia wg opisu Jana, jest odprawiana w wielu domach na terenie naszej parafii. Mam na myśli tych mężów, rodziców, dzieci, którzy jako pokorni słudzy czuwają przy swoich chorych 24 h na dobę. Myślę też o tych, którzy jak pokorni słudzy od prawie dwóch miesięcy goszczą u siebie rodziny z Ukrainy. Ta lista pokornych sług jest znacznie dłuższa…
Jezus nie obmył nóg raz w życiu! Jezus nie zrobił tego jednorazowo w wieczerniku. To, co Jezus zrobił pokazuje, kim Bóg jest wobec nas zawsze! W jaki sposób Bóg postępuje względem nas zawsze!
Jest taki tekst św. Augustyna do tej ewangelii. Mówi tak: dziwi cię to, że wstał od stołu i zdjął szaty. Dziwi cię to? Przecież mówimy o kimś, kto będąc w postaci Bożej, ogołocił samego siebie. Co dziwnego, że przepasał się prześcieradłem? – mówi dalej św. Augustyn. Przecież mówimy o kimś, kto przyjął postać sługi i został uznany za człowieka. To, co Jezus zrobił w czasie ostatniej wieczerzy, tylko pokazuje, co czyni odwiecznie. Bo odwiecznie w synu Boga jest decyzja, żeby ogołocić samego siebie z bóstwa i stać się człowiekiem. I kiedy się ogołaca z bóstwa, to jest właśnie to, że wstaje od stołu i zdejmuje z siebie szaty. A potem mówi Augustyn: czemu się dziwisz? Stał się człowiekiem. Stał się tym, kim nie był. Wyrzekł się tego, kim był.
Stał się tym, kim nie był. Stał się niewolnikiem. Dlatego wkłada na siebie prześcieradło i zaczyna pełnić funkcję, która jest funkcją niewolnika. Myje swoim uczniom nogi. To jest jego decyzja życiowa. To nie jest jego decyzja na pięć minut w czasie ostatniej wieczerzy. Bóg jest właśnie taki. Ale Piotr nie chce przyjąć posługi od Jezusa, bo mu się wydaje, że Jezus odwraca jedyny sensowny porządek, jaki jest w relacji między Bogiem a człowiekiem; że Bóg jest Panem, a człowiek jest sługą. I kiedy Jezus przed nim klęka, to Piotr jest zgorszony, bo Jezus przewrócił jego wizję relacji między Bogiem a człowiekiem. A tymczasem ten porządek został przez Boga ustanowiony odwiecznie. Bóg robi wszystko, żeby człowiek został wywyższony. Bóg umożliwia w ten sposób człowiekowi realizację swojej najwyżej godności, odwiecznie mu zadanej. To jest prawda o Bogu, którą nam trudno zrozumieć, że Bóg jest wciąż na służbie człowieka. Nie potrafi królować inaczej, jak tylko w postawie sługi. Doświadczamy tego w każdej Eucharystii.
Widać, jak Jan ma rację, kiedy opis ustanowienia Eucharystii zastępuje opisem umycia nóg. W każdej mszy św. Bóg jest nam sługą. Kto korzysta na tym, że jesteśmy na Eucharystii? Od początku do końca korzysta człowiek. Człowiek na Eucharystii otrzymuje niepojęte dary. Począwszy od słowa… począwszy od wspólnoty, w której może być… po to doświadczenie Boga, który za cenę swojej śmierci sprawia, że Jego krew może płynąć w moich żyłach.