+48 606 283 414 larafal@interia.pl

Chorobie towarzyszy nastrojowość. Zauważam ją w sobie, ale często pozostaję wobec niej bezradny. Bywa, że człowiek przeżywa swoje istnienie na płaszczyźnie ideałów! O czym to świadczy? Można tu przedstawić negatywne wyjaśnienie, czyli zwalić wszystko na słabość ludzkiej natury. Kto wytrzyma długo z tanimi i płytkimi ekspertyzami? Na sprawę można spojrzeć od strony pozytywnej. Na ile zapraszam Boga do swojego życia? Na ile żyję Jego świętością? Czym jest świętość, jeśli nie rzeczywistością, którą przyjmuję? Długo ujmowałem świętość w kategorii ideału. Podchodziłem do niej jedynie ze skojarzeniami o moralnym prowadzeniu się. Oczywiście, że moralność jest znakiem świętości! Mówiąc o świętości, trzeba zupełnie inaczej zacząć, bo inaczej można w człowieku pogrzebać pragnienie świętości. Trzeba zacząć tak, jak zaczął o. Pierre Marie Delfiex: „Świętość to nie ideał, ale rzeczywistość, którą przyjmujemy. Jestem synem Świętego! I to jakiego Świętego?! Świętość otrzymaliśmy w dziedzictwie, w udziale… Stańmy się tym, czy jesteśmy!”. Zapisałem te myśli, ponieważ oddają to, co myślę, przeżywam, odczuwam. Bywa, że te słowa brzmią jak życzenie, ale to przecież nie jest jedyny dominujący ton tych słów. Czasami pytam znajomych: „Jak żyjesz?” A może powinienem zapytać: „Czym żyjesz?”. Jeśli w człowieku nie będzie świadomości zamieszkania Boga, usynowienia, to taki człowiek będzie urodzony, ale nie będzie żył. Na ile w swoim byciu jestem metrykalny, a na ile święty?