+48 606 283 414 larafal@interia.pl

Spotkania mają różny wymiar. Niektóre są celebracją. Tutaj nie brakuje treści. Patrzy się na życie jedynie przez pryzmat wiary. I to nie sytuacja „wymusza” takie spojrzenie, ale punktem wyjścia jest sam człowiek. Takich spotkań jest zdecydowanie mniej, a szkoda! Inne zaś są radosne, miłe, serdeczne, ale bez oblicza wiary i miłości. Czasami pojawia się spojrzenie wiary, ale boję się, że punktem wyjścia jest sytuacja. I tutaj moja refleksja: na ile ja sam jestem oknem wiary, a na ile jest nim moje życie?

Oto jedno z tych spotkań, które spowodowało dalsze przemyślenia (nie moje):

myślę, że tam w niebie będziemy się znali, na zasadzie rozpoznawali po imieniu czy też zwyczajnie przez obraz ciała (w końcu wierzymy, że nasze ciała z prochu powstaną)
myślę, ża tam będziemy kochać się nawzajem tą miłością doskonałą, którą Bóg nas miłuje, taka różnica że tam nie będziemy sobie nawzajem potrzebni
a tu na ziemi te więzi są nam potrzebne: 1- te dobre przede wszystkim żeby już tu na ziemi oddychać niebem, za nim tęsknić.. 2- wszystkie, i te dobre i te trudne – żeby się doskonalić w miłości

co tam spotkanie z Abrahamem, Mojżeszem czy innymi świętymi, kiedy staniemy twarzą w Twarz z samym Bogiem, to będzie niesamowite, brakuje słów, nawet nie jestem w stanie sobie tego wyobrazić, stanąć przed Nim jako przyjaciel a nie wróg… nic nie może się mierzyć z tym spotkaniem
czy może być coś piękniejszego, większego…