Ta przypowieść jest właściwie ilustracją do poprzedzającej ją rozmowy Jezusa z uczniami. Ciekawe, czy po wysłuchaniu tej przypowieści domyślamy się o czym była ta rozmowa?
Gospodarz winnicy najmuje do pracy robotników. Czyni to o godz. 6 rano, a potem o 9, dalej o 15 i 17. Zaś o 18, kiedy kończy się dzień pracy, każe wypłacić każdemu z zatrudnionych po denarze (dniówkę) – poczynając od tych, którzy pracowali godzinę, kończąc zaś na tych, którzy pracowali cały dzień (zob. Mt 20, 1-16).
„To nie jest sprawiedliwe!” A tłumaczenie, które pada z ust Gospodarza (tzn. Jezusa): „Przyjacielu, nie czynię ci krzywdy. Czy nie o denara umówiłeś się ze Mną? Weź, co twoje i odejdź”, przyjmuję bez wielkiego przekonania. Mimo że odbija się w nich echem najbardziej rozpowszechniona definicja sprawiedliwości: „dać każdemu to, co jest jego” (tzn. co mu się należy).
Ta przypowieść prowokuje mnie do odkrycia czegoś więcej. Pod jej płaszczykiem kryje się Boży zamysł, Boże marzenie; oby się spełniło we mnie.
Obok „sprawiedliwości” – która jest przymiotem Boga, Jego Imieniem jest także miłosierdzie. I że cokolwiek otrzymuję od Niego – otrzymuję z Jego łaski i miłosierdzia. Także ci, którzy pracują 12 godzin. Wcale nie tylko „robotnicy ostatniej godziny”. „Robotnicy całego dnia” również. Otrzymują dary z Bożego Miłosierdzia. A nie „ze sprawiedliwości”.
Czy odważę się powiedzieć Bogu w twarz: „należy mi się”, „zasłużyłem sobie”, „mam do tego prawo”? Czy mam jakikolwiek powód do zasług przed Bogiem? Czy już sam wybór do pracy w winnicy nie jest darem miłosierdzia? Praca w winnicy nie daje tytułu do pretensji. Choć ta łatwo się rodzi w człowieku i odbija się w nim gorzką czkawką: „zrównałeś ich z nami, jak mogłeś?”. Lepiej, żebym tę czkawkę ugasił szklanką po brzegi wypełnioną miłosierdziem.
Przypowieść jest ilustracją do poprzedzającej ją rozmowy Jezusa z uczniami. Piotr w imieniu apostołów mówi do Pana: „Oto my pozostawiliśmy wszystko i poszliśmy za Tobą. Cóż więc otrzymamy?”. Jezus zapowiada im wynagrodzenie stokrotne, przyszłą chwałę i życie wieczne. Ale przestrzega: „Wielu jednak pierwszych będzie ostatnimi, a ostatnich pierwszymi” i pokazuje im, jak to się przekłada w praktyce; może się to skończyć duchową czkawką. Chce im przez to powiedzieć: Uważajcie! Nie traktujcie pójścia za Mną jako tytułu do zapłaty. Kiedy ruszaliście za Mną, czuliście się niezasłużenie wybrani i niegodni. Mówiliście: „Odejdź ode mnie, Panie, bo jestem człowiekiem grzesznym”.
Obym nie dał się nikomu i niczemu wytrącić z tego podstawowego i pierwotnego doświadczenia i poznania, które Wam mówi: Bóg jest Miłosierny. Najbardziej dla mnie. Bóg się nade mną zmiłował. O wiele bardziej nade mną niż nad którymkolwiek z „robotników ostatniej godziny”…