+48 606 283 414 larafal@interia.pl

Dzisiejszy dzień był kolejną powtórką z rozrywki. Do wyjazdu bliski był mi świat porządku, planowania. Najpóźniej wieczorem dnia poprzedniego znane mi były obowiązki i zadania kolejnego dnia. Nie sposób, żeby ten styl zastosować w Kazkastanie. Tutaj rytm dnia nie wyznacza człowiek, a sam dzień. W jakimś sensie można mówić nawet o punktualności. Umawiasz się z człowiekiem na konkretny dzień i godzinę. Trzyma się godziny, ale niekoniecznie dnia. Podczas porannej adoracji ustaliłem sobie dzień. Tuż przed spaniem doszedłem do wniosku, że nie było niczego z tych moich ustaleń. Nie nosiłem w sobie przekonania, że moje poranne ustalenia z Bogiem miały rangę dogmatu. Dochodzę do wniosku, że mogły być rozproszeniem, zajęciem się sobą, odwróceniem uwagi od istoty. Bóg miał wobec mnie plan w tych spotkaniach i zadaniach, które następowały po sobie. Potwierdzeniem dla słuszności ich miejsca i czasu było poczucie spełnienia i szczęścia. Sam zauważam, że łatwo przychodzi mi godzić się i przyjmować to, co przynosi dzień. Myślę, że jest to mały wkład Wschodu. W tym wszystkim cieszy mnie przede wszystkim to, że nie chodzę ponury, zgryźliwy z powodu niezrealizowanych ambicjonalnych planów. Tak bardzo chciałbym zarazić tym stylem moich przyjaciół, ludzi, na których mi zależy. Świat Zachodni czyni z ludzi niewolników. Wschód – wręcz przeciwnie – usynawia. Jestem zdania, że na bycie szczęśliwym trzeba się zdecydować, umieć ponieść ryzyko. Niemożność dla podjęcia ryzyka występuje u ludzi, którzy nigdy w swojej miłości nie poszli na całość, aż po cierpienie; którzy nigdy nie pozwoli sobie na komfort bycia cierpiącym z powodu miłości. Nie na miejscu byłoby myśleć o kimś takim jako gorszy. Pozostaje w sercu ufność, że Bóg ma swoje sposoby na każdego człowieka. Często tym sposobem jest człowiek. Drogą człowieka jest człowiek.