+48 606 283 414 larafal@interia.pl

Będziesz miłował Pana Boga swego…”. Tak brzmi ów dialog w zapisie św. Marka (zob. Mk 12, 28-34). W zapisie Mateuszowym (zob. Mt 22, 36) faryzeusz i uczony w Prawie pyta nie o „pierwsze” (grec. prote; łac. primum), lecz o „największe” (dosł. wielkie – grec. megale; łac. magnum).

Niby to samo, ale chyba nie do końca. Nie zawsze to, co najważniejsze, mówimy jako pierwsze. Niejednokrotnie dokładnie przeciwnie – to, co najważniejsze, chcemy powiedzieć na samym końcu. To, co najważniejsze, stanowi punkt dojścia, niekoniecznie punkt wyjścia.

To „pierwsze” Żydzi traktują bardzo serio i dosłownie: „Szema” jest pierwszą modlitwą odmawianą rano (w sumie recytują ją w ciągu dnia czterokrotnie); jest też pierwszym religijnym tekstem wypowiadanym przez żydowskiego chłopca w dniu uzyskania pełnoletniości.

„Pierwsze” jest na początku; jest otwierające; jest jak brama – jak wybór drogi. W tej mierze jest konieczne. Bez tego nic się nie uda. Bez tego każdy kolejny krok będzie pomyłką i będzie raczej oddalał, niż przybliżał do celu.

„Pierwsze” przed wszystkimi całopaleniami i ofiarami (Mk 12, 33) jest „słuchać” i „kochać” Boga. Nie słuchając Boga możemy się porywać na wielkie czyny i ofiary, by po latach odkryć (a czasami niestety nie), że zamiast urzeczywistniać Królestwo Boże na ziemi, staliśmy się zawadą w Jego rozwoju, tym większą, im bardziej żeśmy się napinali.

Ile ważnych rzeczy w życiu i w Kościele zrobiliśmy rzeczywiście „po Bożemu”? Jezus mówi: przyjrzyjcie się temu, co pierwsze.