+48 606 283 414 larafal@interia.pl

O Mołdawii można znaleźć bardzo dużo negatywnych komentarzy albo zupełnie neutralnych. Wśród opinii najczęściej powielanych jest taka, że „Kiszyniów, stolica Mołdawii, jest najrzadziej odwiedzanym miastem przez turystów”.

Mimo to zdecydowałem się na podróż do tego kraju i wcale tego nie żałuję. Z tak wielką otwartością i życzliwością ludzką nie spotkałem się nigdzie. Właścicielka mieszkania przekazała mi bardzo cenne uwagi na temat dojazdu, a sama kilka dobrych chwil spędziła na przystanku w oczekiwaniu mojego przyjazdu. W kolejnym dniu wyrwała się z pracy, żeby oprowadzić mnie po mieście. Oprócz najważniejszych miejsc pokazała mi restauracje z tamtejszą kuchnią cieszące się popularnością wśród Mołdawian i przy tym z rozsądnymi cenami. Kulminacją był tradycyjny obiad, który przygotowała dla mnie. Moje podniebienie podbiła Mamałyga i Placinta z bryndzą, a także z chałwąSpędziłem kilkanaście godzin w bibliotece, bo tam pracowała. I nie był to czas spędzony nad książkami, ale wypełniony ciekawymi rozmowami z jej pracownikami, czego efektem jest wywiad opublikowany na stronie internetowej miasta.

Moim marzeniem był zwiedzenie Cricova. To słowo można spotkać na etykietkach mołdawskich win. Na miejscu okazało się, że jest to podziemne miasto liczące ponad 100 km dróg, które prowadzą do piwnic, gdzie leżakuje wino. Są tam również hale produkcyjne. Była degustacja, zwiedzanie. Przewodnik z namaszczeniem opowiadał o tym miejscu w najdrobniejszych szczegółach. Przytaczał różne ciekawe anegdoty związane, chociażby z ważnymi osobistościami, które tam były. Niektórzy z nich przechowują tam swoje wino. W podziemiach przemieszczaliśmy się w specjalnych wagonikach.

Pracownicy Biblioteki Miejskiej w Kiszyniewie przeprowadzili ze mną wywiad w języku rosyjskim. Tekst dostępny tutaj…