+48 606 283 414 larafal@interia.pl

Pierwsza połowa dnia pozostawiła wiele do życzenia. Czułem się kiepsko, ulegałem nastrojowości. Przypaliłem mleko. Zajmowałem się niepotrzebnymi sprawami. Nie zdążyłem zjeść obiadu. Wszystko waliło się na głowę. Nie obeszło się bez szemrania! W drugiej części dnia wzeszło Słońce. Celebrowałem Eucharystię na filii. W drodze powrotnej odebrałem telefon, że zjechała się rodzinka i czekają na mnie. Tłumaczyłem się, że nie mam Komunii świętej. Rozmowa się rozciągała. Czułem, że brakuje mi tej iskry, werwy, zapału. W miejsce tego obserwuję u siebie jakąś ociężałość, jałowość. Widzę, że mój stan działa na niekorzyść. Z drugiej strony słuchawki padło po raz kolejny to samo pytanie: „czy przyjadę?” Zgodziłem się i zawróciłem samochód. Pomyślałem, że mogę odprawić Eucharystię dla nich. Byłem już zdecydowany, ale na miejscu okazało się, że nie mam wina i wody. Nie wziąłem też ze sobą oleju, żeby namaścić chorych. Ostatecznie wyspowiadałem dwie osoby, rozmawialiśmy z ponad godzinę. Atmosfera z minuty na minutę stawała się przyjazna. Zorientowałem się na drodze ich wiary. Wyrazili pragnienie przyjęcia sakramentów. Została we mnie radość z tego spotkania i poczucie spełnienia. Kiedy wróciłem, czekała już na mnie kolejna rodzinka. Umówiłem się z nimi, żeby omówić niedzielną liturgię i sakramenty chrztu i komunii najmłodszej córki. Dostąpi tych wielkich łask w Wigilię Paschalną.