+48 606 283 414 larafal@interia.pl

Dzisiejsza niedziela ma nazwę własną Laetare, ciesz się… jest niedzielą radości. I Ewangelia dzisiaj mówi o radości, jaką ma Bóg. O radości, jaką proponuje wszystkim, choć nie dla wszystkich ta radość jest oczywista.

Przypowieść o synu marnotrawnym była nazywana ewangelią w ewangelii. Niektórzy mówią, że gdyby chcieć zostawić tylko jeden rozdział z całego Nowego Testamentu, to musiałby to być właśnie 15 rozdział ewangelii Łukasza.

Jednym z kluczy do zrozumienia tej ewangelii jest słowo „majątek”. To słowo pojawia się tu cztery razy.

„Ojcze, daj mi część majątku, która na mnie przypada” – rzekł młodszy syn do ojca.
Więc… Podzielił [ojciec] majątek między nich.
Potem… [młodszy syn] roztrwonił swój majątek, żyjąc rozrzutnie.
A na końcu starszy wyrzuca ojcu: bo on roztrwonił twój majątek z nierządnicami.

Mamy cztery razy słowo „majątek”. Ale znowu, jakbyśmy sięgnęli do oryginału, tam się pojawiają dwa greckiego słowa. Warto je przytoczyć, bo myśl w nich zawarta, jest niesamowita. Tam są używane, na zmianę właściwie, greckie słowa uzijabios.
Uzija to jest tak naprawdę własność; podstawa materialna twojego istnienia. Jak Hieronim tłumaczył to na łacinę, to użył słowa substancja, czyli to, co jest u podstaw; stoisz na tym groszu, któryś dostał od taty. To jest mocne oparcie finansowe.
Natomiast bios to dobrze wiecie ze szkoły znaczy tyle, co życie.

I ten tekst jest napisany niesamowicie. To jest tak: młodszy mówi do ojca: daj mi część majątku, który na mnie przypada. Oczywiście tam jest użyte słowo uzija, czyli daj mi tę własność. I podzielił swój majątek między nich. Jak myślicie, jakie tutaj słowo jest? Bios! Podzielił swoje życie między nich. A on potem odszedł i rozpuścił swoją własność. Znowu jest uzija. Ale jak ten starszy przychodzi do ojca i mu uświadamia, co się stało, to mówi tak dosłownie: wrócił ten syn twój, który przejadł twoje życie z nierządnicami.

To jest niesamowite, bo jak ten tekst mówi o majątku od strony młodego, to mówi o rzeczach, o pieniądzu, o własności materialnej. Ale jak mówi o tym majątku od strony ojca, to zawsze używa słowa „życie”. Idziesz do ojca i prosisz o stówkę. Dla ciebie to jest stówka, ale dla niego to jest życie. Nie dlatego, żeby życie redukowało mu się do stówki, tylko dlatego, że za tą stówką kryje się jego praca, jego wysiłek. Ale ojciec chce się dać o wiele więcej niż ten pieniądz. Ojciec dzieli się z tobą swoim własnym życiem. Jest z tobą w ciągłej relacji, jesteście razem, jesteście rodziną. Możesz go mieć przy sobie, uczestniczyć w jego życiu. Znaleźć oparcie w jego życiu. To jest substancja. Na tym możesz stać. Czy jednak wolisz na tym groszu, któryś wziął?

To jest bardzo ważne pytanie do każdego z nas: czego ty się po Bogu spodziewasz? Czego ty chcesz od Niego? O co Go prosisz? No daj mi tę własność! To może być wszystko: jeść, pić, ubrać się, być zdrowym, mieć fajną rodzinę, mieć dom, samochód… daj mi, daj mi… no i daje, a czemu ma nie dać. Jak może, to daje…

Ewangelia pokazuje, że ludzie gonili za Jezusem tysiącami. Każdy od Niego czegoś chciał. Jest taki moment. 6 rozdział ewangelii św. Jana, kiedy Jezus mówi, że jest chlebem żywym, który zstąpił z nieba. Jeśli kto spożywa ten chleb, będzie żył na wieki. I oni się obrócili na pięcie i poszli do domu. Niezależnie od tego, że wcześniej zostali nakarmieni, nasyceni, niektórzy uzdrowieni. Poszli do domu, kiedy powiedział im, że daje im siebie.

Czy stać mnie w relacji z Nim na taką bezinteresowną miłość? On jest dla mnie bezinteresowny. On mnie niczym nie kupuje. Czy my potrafimy taką relację z Bogiem wytrzymać? Czy nie redukujemy Go do jakiegoś konkretu? Daj mi to, to, to… i jeszcze mi się wydaje, że jak to mam, to mam mocną podstawę pod nogami. A tak naprawdę tą jedyną podstawą pod nogami jest ta relacja z Bogiem. To jest grunt. To jest dopiero siła. To jest doświadczenie, które człowieka prowadzi do prawdziwej radości.