+48 606 283 414 larafal@interia.pl

W dzisiejszej Ewangelii aż dwa razy stosuje Jezus tę metodę pedagogiczną, która polega na tym, że aby dziecko przyjęło gorzkie lekarstwo, podaje się mu je razem z cukrem. Widzieliście przecież – mówi im – wiele moich dobrych czynów, pochodzących od Ojca. Krótko mówiąc: uznają, że cukier jest słodki, uznają, że Jezus wykonuje wiele dobrych czynów, ale absolutnie nie mogą się zgodzić z tym, że te Jego dobre czyny pochodzą od Jego Ojca. Ponieważ wskazanie na czynione przez siebie dobro nie przyniosło żadnego skutku, Pan Jezus walczy o nich od innej strony. Wskazuje na tekst Psalmu mówiący o tym, że nawet oni, zwyczajni ludzie, zdolni są do jakiegoś realnego uczestnictwa w Bogu. Niestety również ta próba dotarcia do ich serc i umysłów skończyła się niepowodzeniem.
Bł. Władysław Bukowiński przytaczał historię wdowy, która bardzo cierpiała, ponieważ wychowała ateistów. Jej historię ks. Władysław kończy pełnym nadziei ostrzeżeniem: „Odpowiedziałem jej, że nigdy nie jest za późno się modlić, wytrwale wzywać miłosierdzia Bożego.” Wdowa przytoczyła słowa swojego syna: „Ty mamo módl się, ile chcesz. Ale nie wymagaj ode mnie, żebym ja się modlił”. Córka jeszcze boleśniej zraniła matkę: „Jaka ty jesteś zacofana, że się jeszcze modlisz. Nie rozumiesz, że to jest głupota i strata czasu”.
Wielka to tajemnica, że niekiedy sam Bóg może przegrać walkę z nami o nasze dobro.