+48 606 283 414 larafal@interia.pl

Taki zarzut pod moim adresem wysunęło kilku konfratrów po przeczytaniu jednego wpisu na moim blogu. Traktować to jako zarzut czy wyrzut pod adresem własnego sumienia? Czy po jednej kłótni małżeńskiej można stwierdzić, że oni się nie kochają? A co powiedzieć po setnej kłótni małżeńskiej? Nienawidzą się?

Czy takie stwierdzenie wynika z rozumienia miłości czy doświadczenia miłości?

Mam doświadczenie miłości pasterskiej, które można porównać do dojrzewającego serca. Coś się musi zepsuć, żeby było smaczne. Kiedy na żywności pojawi się pleśń, to taka żywność ląduje w koszu. Los spleśniałej kromki chleba, warzywa czy owocu jest z góry przesądzony, ale nie w przypadku sera. Celem dojrzewającego serca jest pleśń. Żeby ser nadał się do spożycia, musi pokryć się pleśnią. Podobnie jest z miłością małżeńską czy kapłańską. Żeby ta miłość była smaczna, to coś musi się zepsuć. Na pewno oczekiwania, „a myśmy się spodziewali”, dalej własne plany, własne pomysły, koncepcje… Gwarancją smaku jest zepsucie, co w przypadku miłości oznacza cierpienie, krzyż… człowiek tak naprawdę zaczyna kochać, kiedy się wycierpi. Kocham Kazachstan ponad wszystko, bo dostałem tam strasznie w tyłek, ale wytrzymałem to swoje cierpienie…

Dojrzewanie jest procesem… a proces zakłada progres, ale nie wyklucza regresu, jak w tańcu góralskim: dwa kroki do przodu, jeden krok do tyłu… jeśli w miłości doświadczyłem regresu, nie jest to żaden powód do przekreślenia miłości…

Papież Franciszek powtarza w koło Macieju, żeby nie robić z Ewangelii ideologii. Idąc za ciosem to samo można powiedzieć o miłości czy synodalności. Nie robić ideologii z miłości. Nie robić ideologii z synodalności. Bo ideologie są jak kamienie – mówi Franciszek, którymi innych walisz po głowie.

Na rozmowie nie padło pytanie: dlaczego tak napisałeś? Co tobą kierowało? Co przeżywasz, że w taki sposób to ująłeś? Co spowodowało, że wyraziłeś się w ten sposób? Nic z tych rzeczy! Za to: „jesteś nieodpowiedzialny”, „to nieroztropne”, „to nierozsądne”, „to dzieli”, „to przeciwko jedności”. Tyle kamieni spadło na moją głowę… Dobrze, że mam solidny kask!

Każdego wieczoru w ramach rachunku sumienia dochodzę do wniosku na konkretnych przykładach z dnia, że jestem nieodpowiedzialny, nieroztropny, lekkomyślny… Nihil novi sub sole! Cieszy mnie, że wypowiadający te słowa jest już w punkcie dojścia. Ja mimo wszystko jestem w drodze…

I jeszcze jedno doświadczenie miłości. W rodzinie, we wspólnocie parafialnej nie kocha się za to, co ten drugi robi, czy czego nie robi… co ten trzeci mówi, czy czego nie mówi… tylko za to, że jest!

To jest moje aktualne, cotygodniowe doświadczenie miłości w rodzinie. Mój tato przestał chodzić do kościoła. Zrazili go biskupi. Nie jest to powód, żeby nie kochać swojego ojca, czy wypowiedzieć „synowską miłość” biskupowi. Aczkolwiek któryś w piusce mógłby się pofatygować i z nim pogadać. Odwiedzam tatę co tydzień i wtedy, kiedy trzeba… nie przeszkadza mi to, że nie chodzi do kościoła… wystarcza, że jest! Pomimo aktualnej sytuacji zawdzięczałem mu przykład wiary, a zwłaszcza sposób przygotowywania do spowiedzi, jak co miesiąc brał mnie do dużego pokoju i przygotowywał krok po krok, warunek po warunku…

Przepuściłem to zdanie kilkakrotnie przez swoje serce: „Jako pasterze nie kocham swoich owiec”. Nie zaobserwowałem w sobie ani mechanizmów obronnych ani afirmacji… raz kocham, raz nie kocham… przez tydzień kocham, jeden dzień nie kocham… ktoś ma problem z tym, że tak mam?