+48 606 283 414 larafal@interia.pl

To wyjście w góry dokonało małego przełomu we mnie. W reakcji na nurtujące problemy i osobiste trudności oczekiwałem konkretnej interwencji z wysoka. W zamian doświadczyłem cichej, spokojnej, milczącej miłości Boga. Ujęło mnie to doświadczenie. Bóg kocha bez fajerwerków. Czeka tak długo, aż człowiek przestanie błądzić. Nie interweniuje. Kocha cierpliwie, zwyczajnie. Szokuje mnie ta Jego miłość… W kościach czuję jakiś przełom. Za chwilę będę w Murowańcu. W głowie kreuje się myśl, że „im mniej oczekujesz, tym więcej otrzymujesz”. Przedwczoraj chodziliśmy w Tatrach Zachodnich. Na Wołowcu zmierzałem się z samym sobą z powodu kontuzji kolana. Planowaliśmy zdobyć Jarząbczy Wierch. Nagle przyjaciel proponuje zmianę kierunku… ze względu na moje kolano. Po dłuższej walce z samym sobą zgodziłem się na zmianę trasy. Czułem się przegrany, ale wierzyłem, że zwyciężył rozsądek. Przekonałem się o tym za kilkadziesiąt minut, kiedy zaczęło padać. Podejmowałem kilka prób ustąpienia drogi przyjacielowi, ale bezskutecznie. Leżało mu na sercu moje kolano. Mógł być szybciej w schronisku i przez to bardziej suchym. Nie oczekiwałem tego gestu, chociaż było mi potrzebne. Dotarło to do mnie dzisiaj. Z Murowańca idziemy na Kozi Wierch. Niosę intencję. Będzie ciężko… Inaczej być nie może. Dzielnie pokonuję każdy kolejny metr. Jestem mocny fizycznie. Padam duchowo. Nie idę sam… ale mam wrażenie, że „nie idziemy wspólnie, ale po tych samych szlakach”. Górskie wędrowanie diagnozuje stan ludzkich relacji, przyjaźni. Orla Perć jest szlakiem dla prawdziwych przyjaciół! Brakuje mi doświadczenia z przedwczoraj. W życiu jest podobnie. Wsłuchujemy się w siebie, dzielimy problemami, ale nie niesiemy ich wspólnie. Czy można do takiego stopnia skupić się na problemach, żeby zapomnieć o człowieku, który je niesie?