+48 606 283 414 larafal@interia.pl

Obłudnicy… Gdybyśmy zajrzeli do greckiego tekstu, znaleźlibyśmy tam słowo „hypokrytes”, które wolelibyśmy przełożyć jako „hipokryci”. Jednak pierwsze znaczenie tego słowa było inne. Zostało przyjęte ze świata teatru i znaczyło tyle, co „aktor”. „Nie bądźcie jak obłudnicy”, dosłownie „nie bądźcie jak aktorzy”, mówi Jezus, kiedy pościcie, kiedy się modlicie i dajecie jałmużnę. Mogę być aktorem nawet w swoich najważniejszych czynnościach. Jednak Pana Jezusa nie da się zagrać!
Z reguły mówimy: „Naśladuj Jezusa, nie mnie”. Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie to, że Słowo potrzebuje ciała, potrzebuje wcielenia, więc ludzie, patrząc na nas, powinni dowiedzieć się o Jezusie. Życie stawia nas w takiej sytuacji, że musimy mówić ludziom: „Naśladujcie nas”. Bez tego nie można robić apostolstwa. Słowo musi mieć ciało. To samo niesie jednak pokusę aktorstwa. Człowiek może dać się ponieść roli, do jakiej go powołał Pan Bóg i w jakiej go postawiło życie. Może pozwolić się jej zdominować. Tym bardziej, że rola ma swoje prawa i przywileje. Aktor zarabia, gra w teatrze i z tego żyje.
Niezależnie od tego, jaką rolę Pan Bóg nam wyznaczył, najważniejsze pytania, jakie Bóg nam zadaje, są zawsze osobiste i prywatne. Kiedy po zmartwychwstaniu Jezus rozmawia z Piotrem nad Jeziorem Galilejskim, pyta go: „Szymonie, synu Jana, czy kochasz Mnie?” (J 21, 17). Kiedy pada najważniejsze pytanie, jakie człowiek może usłyszeć: „czy kochasz Mnie?”, zawsze jest ono poprzedzone imieniem. „Szymonie, synu Jana…”. A przecież to był moment przekazania Piotrowi władzy nad Kościołem. Ktoś mógłby pomyśleć, że wypadałoby, żeby Jezus w takiej chwili nazwał Szymona jego nowym imieniem, że powinien zwrócić się do niego: „Piotrze”. Jednak właśnie na tym polega mądrość tej rozmowy. Piotr to imię urzędu, imię pierwszego papieża, a więc imię roli, jaką ten człowiek ma odegrać w Kościele. Jednak pytanie, które wówczas pada, jest bardziej podstawowe niż jakikolwiek urząd, funkcja, rola. To jest pytanie o miłość.