+48 606 283 414 larafal@interia.pl

Czekaliśmy na samolot do Ałmaty, kiedy podszedł do nas pracownik z obsługi. Okazało się, że jest katoliczką, osobą znaną proboszczowi. Kobieta zapytała o lożę masońską. Wyjaśniła, że jest w Astanie grupa ludzi podzielających ich poglądy i działania. Mówiła o szykanach, którymi jest poddawana. Przez moje serce przemknął niepokój o dusze naszych wiernych. Pobyt w Ałmaty rozpoczęliśmy od zwiedzania miasta. Niektóre miejsca przerażały, inne przykuwały moją uwagę. Poruszaliśmy się środkami komunikacji miejskiej. Przejazd autobusem określiliśmy mianem bazaru, targu. Autobusy „gonią” się wajemnie. Jest w tym jakaś walka o klientów. W każdym pojeździe jest konduktor i człowiek nagabujący do przejazdu. Wyskakuje on na każdym przystanku i wykrzykuje trasę przejazdu. Bywa, że z autobusu wychodzi się w biegu. Gdzie tu miejsce dla człowieka? Liczy się kasa, zysk… Koszty tego podjeścia ponosi człowiek. To doświadczenie spowodowało niepokój o ludzką godność.