+48 606 283 414 larafal@interia.pl

Dzisiaj każda odległość jest bliska. Dzięki technice mogłem śledzić wydarzenia w kopalni „Halemba” i współprzeżywać z ofiarami i bliskimi ofiar. Wśród komentarzy padło zdanie, że „nadzieja u Ślązaków umiera ostatnia”. Zostało ono wypowiedziane, kiedy los górników nie był znany. Myśl została w sercu, ponieważ nadzieja jest głęboko wpisana w tożsamość ludzi pracy. Osobiście czuje się spadkobiercą z racji pochodzenia. To właśnie praca przesądza o posiadaniu nadziei, nie tylko ta ciężka, ale przede wszystkim ta nad sobą, swoim duchem. Przez osobistą formację w człowieku rodzi się nadzieją, która przybiera postać postawy wewnętrznej. Dla uchwycenia można wyróżnić elementy, które składają się na nią. Pierwszy polega na skierowaniu ku jakiemuś upragnionemu dobru. Nadzieja opiera się na przekonaniu, że istnieje coś, do czego warto dążyć. Drugim elementem jest możliwość osiągnięcia tego dobra. Trzecim jest świadomość przeszkód, jakie stoją na drodze do celu. Wymienione części składają się na formę życia, jaką jest nadzieją. Można powiedzieć, że stanowią one swoisty wzór na nadzieję. Dla utrwalenia pofatyguje się o praktyczne ćwiczenie. Tegoroczny temat dla Kościoła w Polsce przebiegał pod hasłem Przywracajmy nadzieję ubogim. Ubogim jest człowiek, który doświadcza braku. Chodzi tu jednak o ubytek, który uniemożliwia mu godne życie, jak chociażby brak pracy. W tym wypadku zadaniem Kościoła będzie pomoc w ukierunkowaniu takiego człowieka na pracę. Drugim elementem na tej drodze jest dowartościowanie bezrobotnego, że da radę, ma siły i predyspozycje. Przeszkodą na tej drodze może być brak odpowiednich kwalifikacji. Jeśli Kościół uświadomi człowieka i będzie mu towarzyszył, wówczas przeszkoda nie będzie straszna. To tylko przykład! Zamiast ubogiego mogę podstawić kogokolwiek, ale przede wszystkim siebie. Świadomość siebie i znajomość własnych wartości pozwoli człowiekowi na właściwe zastosowanie podanego wzoru, co będzie służyło dobru osobistemu i społecznemu.