+48 606 283 414 larafal@interia.pl

Kiedy do Elizeusza przyjechał Naaman, wódz Syryjczyków chory na trąd, Elizeusz wysłał go, by siedem razy zanurzył się w Jordanie, a będzie zdrowy. Oczywiście Naaman przywiózł ze sobą ogromny majątek, żeby zapłacić za uzdrowienie, i był bardzo zdumiony, że Elizeusz nic od niego nie wziął. Prorok doskonale rozumiał, że nic tu nie było z niego. Jednak Gechazi pojechał z Naamanem i powiedział mu: «Pan mój polecił mi powiedzieć: «W tej oto chwili przyszli do mnie dwaj młodzieńcy z góry Efraima, uczniowie proroków. Daj mi – proszę – jeden talent srebra i dwa ubrania zamienne»». A Naaman zadowolony dał mu dwa talenty srebra – 69 kilo. Gechazi chciał jeden talent, ale Naaman nie przelicza – daje dwa. Gechazi wrócił do domu, a Elizeusz już na niego czekał. «Zapytał go: «Skąd ty idziedz, Gechazi?». Odparł: «Sługa twój nigdzie nie chodził». Lecz on powiedział do niego: «Nie, serce moje ci towarzyszyło, kiedy ktoś odwrócił się na wozie swoim na twoje spotkanie. Czy teraz jest czas brać srebro, aby nabywać ubrania, drzewa oliwne, winnicę, drobne i duże bydło, niewolników i niewolnice? A trąd Naamana przylgnie do ciebie i do twojego potomstwa na zawsze». Gechazi więc oddalił się od niego biały od trądu jak śnieg» (2 Krl 5, 25-27). Gechazi to ktoś taki, kto uważa, że powinien mieć coś z tego, że pracuje dla proroka. Tę postawę dobrze znamy: «Coś muszę mieć z tego, że jestem wierzący», «Coś musze mieć z tego, że się staram, że jestem dobry». Gechazi wycenił swoją służbę na kilkadziesiąt kilogramów srebra. Trzeba sobie zadać bezczelne pytanie: na ile wyceniamy swoją służbę dla Boga?