+48 606 283 414 larafal@interia.pl

W niedzielę rozpocząłem nowennę do św. Antoniego. Po drodze zamówiłem sobie nowennę do św. Rity. Myślę sobie: „Tyle beznadziei wokół mnie, coś z tym trzeba robić!”. Każdy dzień przynosi nowe zmartwienie. Stworzyła się z tego litania. Dzisiaj już nie jedna prośba, a łańcuszek próśb. Obok tego jest także dziękczynienie! Pocieszam się, że nie tylko w przypadku trwogi lecę do Boga. Wczorajsza modlitwa dała mi do myślenia, ale dzisiejsza powaliła mnie z nóg. Zauważyłem, że nowenna nie pomaga wyłącznie przedstawianym sprawom, ale służy mnie samemu. To, że coś nazwałem beznadziejnym, trudnym, pochodzi ode mnie, wynika z mojego patrzenia. Nie tylko rzeczywistość jest beznadziejna, ale ja sam jestem beznadziejny. Wierzę, że tak jest! Wczorajsza modlitwa była o umiłowaniu pokory, a dzisiejsza o pozostawaniu w cierpliwości. Modlę się o to, czego nie ma we mnie. Otoczenie jest pokorne i cierpliwe! Jestem w stanie to uwierzyć, bo świadomość bycia siebie w słabości nie przepuści kłamstwa. Św. Antoni – módl się za mnie!