+48 606 283 414 larafal@interia.pl

Poniedziałek wpisał się we mnie jako dzielny wolny i także tutaj domaga się większej swobody. Do obiadu udało mi się pozałatwiać sprawy na mieście. Zadaniem numer jeden było uporządkowanie włosów. Wbrew moim obawom, fryzura wyszła całkiem niezła. Podczas przechadzki uporządkowania domagała się także myśl z encykliki Redemptoris missio, że „prawdziwy misjonarz to święty” (nr 90). Po pierwszym czytaniu poczułem się jakby zmrożony, zawieszony w próżni. W drodze próbowałem rozgryźć tę refleksję, odnieść do siebie. Mam świadomość, że świadectwo życia, tak bardzo tu potrzebne, może dać tylko człowiek święty. A takie świadectwo daje się w konkretnym życiu, podczas pełnienia swoich obowiązków. I w tym momencie nastała cisza, bo wiem, że na zewnątrz wypada wszystko całkiem nieźle, ale nastawienie wymaga renowacji. W liście otwartym przytoczyłem ważną wskazówkę dla rozumienia swojej misji: przedstawiać ludowi Chrystusa i w tym widzieć cały sens swojego życia. Wiem, że trzeba być bardzo bezinteresownym w relacji do Mistrza, by móc cieszyć się, gdy On jest rozpoznany, i odejść w cień. Wiedzieć to już coś, ale dla owocności świadectwa to jeszcze za mało. I tu dostrzegam sens wpisanego we mnie ościenia, który przywraca sercu właściwy rytm: „daj mi Twej miłości, a ja Ci ją ofiaruję”. Dzisiaj po przebudzeniu prosiłem Jezusa, bym mógł Go kochać więcej aniżeli wczoraj. Miłująca dusza nie biegnie sama. Pociąga za sobą innych. W codziennym zawierzeniu Maryi, Matce Pięknej Miłości, modlę się, abym całkowicie należał do Chrystusa, całkowicie koncentrował się na Nim i tym sposobem pociągał innych do Niego, bo miłość przyciąga miłość.