+48 606 283 414 larafal@interia.pl

Wiemy, że to, co spotkało bł. Ks. Jana Machy było wbrew jego woli. Jestem przekonany, że w normalnych warunkach ks. Jan nie pozbawiłby się dostępu do zdroju miłosierdzia, jaki spływa na człowieka w sakramencie pokuty i pojednania. Ale czy w tej biedzie, która go spotkała, nie odbija się z kolei echem bieda wielu wierzących, wielu z nas, którzy świadomie i dobrowolnie rezygnują ze spowiedzi bądź ograniczają ją do minimum, do spowiedzi przedświątecznej. Ten problem dostrzegał również nasz błogosławiony. W kazaniu wygłoszonym w parafii św. Józefa dn. 25 lutego 1940 roku, mówił tak: „Przez wrodzoną lekkomyślność albo skutkiem słabej wiary, niektórzy uważają spowiedź za nieznośny ciężar i zbierają się do niej z nieukrywaną przykrością, myśląc jedynie o tym, jakby raz nareszcie zrzucić ten obowiązek z głowy. (…) Potem jak taka spowiedź wygląda: „Nikogo nie zabiłem, nikogo nie okradłem, nie przysięgałem fałszywie, do kościoła chodzę itd.”. Co najwyżej przypomnę sobie jakieś kłamstwo, roztargnienie na modlitwie lub inne jakieś uchybienia. A zapytać ich, kiedy była ich ostatnia spowiedź, to okazuje się, że albo przed rokiem, albo kilka miesięcy. Czy naprawdę nie mają się z czego spowiadać? O mają, a może bardzo dużo, ale nie chcą się zastanowić nad swoimi grzechami”.

Człowiek zastanawia się nad grzechami w rachunku sumienia. Czy rozumiemy na czym polega ten warunek dobrej spowiedzi? Nie powinniśmy skupiać się wyłącznie na tym, co trochę mylnie sugeruje polskie określenie „rachunek”; nie należy ograniczyć się jedynie do „liczenia” („rachowania”) lub też do „ważenia” grzechów. Odwołajmy się tutaj do pewnego porównania związanego z prowadzeniem samochodu. Jedną z istotnych cech dobrego kierowcy jest umiejętność korzystania z lusterka wstecznego. Takie lusterko pozwalające widzieć to, co pozostaje z tyłu, co dzieje się z tyłu, za nami, służy ostatecznie do tego, by dobrze i odpowiedzialnie jechać do przodu. Kierowca ogląda więc to, co pozostaje za nim, po to, by bezpiecznie podążać do swego celu. Tak samo jest z rachunkiem sumienia, będącym próbą oceny naszej przeszłości (tego, co już za nami). Rachunek sumienia jest więc nie tylko rozliczeniem się z przeszłością, ale także odpowiedzialnym myśleniem o przyszłości. Chodzi o odkrycie, co w życiu trzeba zmienić, czego trzeba się wyzbyć, jakiego wysiłku potrzeba, by w duchu odpowiedzialności za siebie i za innych ponownie odnaleźć cel życia i konkretne drogi odpowiedzi Bogu na Jego obdarowanie i powołanie.

Ten temat proponuję także rozważyć w następujący sposób. Większość tutaj obecnych, wierzę w to głęboko, spowiada się regularnie, np. raz w miesiącu. Czy zatem nie przemknęła komuś wątpliwość co do ważności spowiedzi? Zwrócił na to uwagę dwukrotnie ks. Jan Macha we wspomnianym kazaniu. Powiedział tak:

1. „Spowiedź sakramentalna jest sprawą nader ważną, sprawą z samym Bogiem. Trzeba ją zatem odbyć jak najlepiej, gdyż „przeklęty, który czyni sprawę Pańską zdradliwie” (Jr 48, 10). A właśnie zdradliwie czyni sprawę Pańską ten, kto przed spowiedzią nie robi rachunku sumienia, albo odprawia go byle jak, skutkiem czego spowiedź swoją naraża na nieważność. Im dokładniejszy będzie rachunek sumienia, tym lepsza będzie spowiedź, tym głębsza skrucha, tym pewniejsze pojednanie z Bogiem”. (kazanie, parafia św. Józefa, 25 lutego 1940).

2. „Jeśli więc samooskarżenie się w trybunale pokuty nie jest szczere, wyrok sędziego – kapłana nie może być sprawiedliwy i winy grzesznika nie mogą być odpuszczone; co więcej, do dawniejszych win dołącza się nowa, straszna i ciężka, której na imię świętokradztwo”. (kazanie, parafia św. Józefa, 10 marca 1940).
Ks. Jan Macha wyraźnie wskazał na to, co gwarantuje ważność spowiedzi. Jest nimi pięć warunków dobrej spowiedzi. Absolutnym minimum, koniecznym do tego, aby spowiedź była ważna, jest to, bym wyznał wszystkie grzechy ciężkie, które pamiętam od ostatniej ważnej spowiedzi, bym chciał zrobić wszystko, co w mojej mocy, żeby uniknąć popełnienia grzechów ciężkich w przyszłości, i bym wypełnił pokutę nałożoną na mnie przez spowiednika.

Jeśli któryś z tych warunków nie jest spełniony, spowiedź jest nieważna, grzechy nie są odpuszczone i muszę jeszcze raz wyznać swoje grzechy ciężkie przy następnej spowiedzi, zaznaczając, że poprzednia spowiedź nie była dobra.
Na koniec wracając do kobiety przyłapanej na cudzołóstwie, którą przyprowadzono do Jezusa, warto odsłonić kolejną kartę jej historii. Ona doświadczyła tego, że Jezusowi zależy na niej, ale ten szacunek Jezusa wobec tej kobiety polegał również na tym, że On tak naprawdę w nią wierzy. On wierzy, że jak mówi do niej „idź i od tej pory nie grzesz”, to On wierzy w każde słowo, które wypowiada. I to przekonanie rośnie w niej proporcjonalnie do wiary Jezusa w nią.
Niech tym podstawowym budulcem naszego pójścia do spowiedzi będzie doświadczenie, że Jemu zależy na nas, zaś szczera spowiedź, dobrze przygotowana, zaowocuje przekonaniem, że Jezus wierzy w nas, w przemianę naszego serca.