+48 606 283 414 larafal@interia.pl

Borykam się z dylematem. Przyjaciel zapewnia mnie o swojej miłości, ale żadna cząstka mnie nie czuje tego. Złożyłem ślub prywatny, że już więcej nie pisnę o swoim opuszczeniu i słabości. Czy przyjaźń jest możliwa w jedną stronę? Chcę żyć dla… pod warunkiem, że druga strona zapomni o mnie. Jeśli wiem coś więcej o drugim człowieku, to jakoś czuję się zobowiązany. Jeśli ktoś mi zaufał, to staje na głowie, żeby nie zawieźć. Podziwiam ludzi, więcej wierzę takim osobom, które trwając w głębszej relacji, kiedy przychodzi pora na ich zaangażowanie, rzucają wszystko, żeby dotrzymać zobowiązań. Myślę, że należę do grupy takich osób. Przyznaję się do tego z całą pokorą, ale nie mogę nie mówić o tym, co jest mi bliskie. Zrezygnowałem z nadziei, że mogę otrzymać coś podobnego. Będę żyć dla… pod ścisłym warunkiem, że zapomnisz o mnie. Jeśli nie potrafisz pamiętać, to lepiej zapomnij i staraj się zapominać. Żyję stabilnie, jeśli wiem, na jakich siłach mogę polegać. Posiadać świadomość braku siły to też siła! Wolę takie podejście niż wątpliwości, podejrzenia, oszustwa. Czasami komuś się wydaje, że jest maratończykiem, a w rzeczywistości może pokonywać krótki dystans. Nie jest źle, jeśli rzeczywiste możliwości skonfigurujemy ze świadomością siebie. Już na wstępie takiego podejścia widzę dwa plusy: możliwość bycia szczerym wobec drugiego, szczerym w swoich możliwościach i bardziej otwartym na Boże działanie, bo to jedyny sposób na przekraczanie siebie i własnych ograniczeń.