+48 606 283 414 larafal@interia.pl

My, jako księża, wpadamy w niebezpieczną pułapkę… chcemy zbawiać świat… doprowadzać ludzi do Boga… uczyć Bożych przykazań… zachęcać ludzi do pełnienia woli Bożej itp. To jest jak najbardziej słuszne, bo to wynika z naszego powołania… ale… właśnie jedno ALE zmienia zupełnie postać rzeczy… nie można nigdy zapomnieć… ba, codziennie trzeba uświadamiać sobie, że to ja muszę się zbawić… czy jest możliwe, żeby innych doprowadzić do zbawienia, a siebie stracić, spisać, wykluczyć ze zbawienia? Na własnym przykładzie niejednokrotnie przekonałem się o logiczności takiej metodologii… kryzys, frustracja, stress rodzą się wtedy, kiedy wszystko, co robię, kim jestem, angażuję w „zbawianie” innych, a zapominam o własnym zbawieniu… powinno być zupełnie odwrotnie… budzę się rano, czytam Pismo św., odmawiam brewiarz, różaniec… idę do spowiedzi, sprawuję Eucharystię… bo chcę się zbawić… jeśli ta świadomość jest permanentna, wówczas posługa, działanie nabierają właściwego sensu, działanie idzie w parze z osobistą motywacją. W tym przypadku cel uświęca środki! To jest chyba jedyny przypadek, kiedy tak się właśnie dzieje… nie wykluczyć siebie ze zbawienie, ale codziennie pamiętać o własnym zbawieniu i podejmować wszystko z myślą o własnym zbawieniu… Jezus Chrystus, Najwyższy Kapłan, jest dla nas wzorem… na Nim spełniła się obietnica, na nim jako Pierwszym wypełniła się wola Ojca…