+48 606 283 414 larafal@interia.pl

Pamiętam świadectwo matki, której syn wyrzekł się wiary. Nie mieli ze sobą kontaktu przez kilka lat. Jakiś ksiądz zaproponował jej, żeby odnowiła przyrzeczenia chrzcielne w imieniu syna i zaktualizowała w nim łaski chrzcielne.

W KKK 1279 czytamy o tych łaskach: „Skutek chrztu lub łaski chrzcielnej jest bardzo bogatą rzeczywistością. Obejmuje ona: odpuszczenie grzechu pierworodnego i wszystkich grzechów osobistych, narodzenie do nowego życia, przez które człowiek staje się przybranym synem Ojca, członkiem Chrystusa, świątynią Ducha Świętego”.
Świątynią Ducha Świętego jest każdy z nas – to jeden z nieodwracalnych skutków chrztu.

Świątynią Ducha Świętego jest nasze ciało. Świątynią Ducha Świętego jest nasze człowieczeństwo. Jest wiele tekstów, zwłaszcza w Ewangelii św. Jana, które to podkreślają. Jezus mówi o swoim ciele jako o świątyni Boga. Kiedy wypędza przekupniów ze świątyni w drugim rozdziale Jana i oburzeni starsi ludu pytają, jakim prawem to czynisz, daj jakiś znak, wtedy mówi: „zburzcie tę świątynię, a ja ją wzniosę w trzy dni na nowo”. Mówił o świątyni swojego ciała, czyli człowieczeństwa.

Jesteśmy dziś wezwani przez liturgię niedzieli Chrztu Pańskiego, żeby odkryć obecność Chrystusa w nas i ją potwierdzić.

Św. Franciszek z Asyżu, kiedy się zastanawiał nad tym, na czym polega ludzka godność, to mówił, że ta godność bierze się stąd, że każdy z nas nosi w sobie obraz umiłowanego Syna Bożego. Popatrzycie w swoje wnętrza w Duchu Świętym! Odkryjecie w sobie obraz i podobieństwo umiłowanego Syna Bożego. Może warto, żeby to wybrzmiało tutaj, właśnie w tym wieczerniku Ducha Świętego. Tacy jesteśmy od poczęcia. Tacy jesteśmy od wieczności, bo Bóg każdego i każdą z nas odwiecznie pomyślał. Żaden człowiek nie bierze się z przypadku. Człowiek bierze się z odwiecznego zamysłu Boga. Bóg każdego z nas odwiecznie chce, widzi, potrzebuje, stwarza i stwarza w ten sposób, że w każdym z nas umieszcza obraz swojego umiłowanego Syna. To jest nieusuwalne. Stąd się bierze najgłębsza godność każdego człowieka. I stąd też bierze się świętość każdego ludzkiego życia.
Franciszek, kiedy o tym pisał, zdawał sobie sprawę, jak to człowieka może nadąć. Takie poczucie, że człowiek nosi w sobie obraz umiłowanego Syna Bożego. Więc, żeby z nas trochę spuścić powietrza, to zaraz w następnym zdaniu Franciszek pisze: ale uważajcie, bo nawet diabły nie ukrzyżowały Pana! Człowiek nosi w sobie godność Syna Bożego, ale tym się różni od diabła, że może Pana ukrzyżować. Diabeł tego nie zrobił. To jest mocne słowo Franciszkowe. I ono stawia nas w samy środku tego wydarzenia. Każdy z nas jest świątynią Boga, ale potrzebujemy takich szczególnych momentów, by tę obecność Boga w sobie, daną nam, zadaną nam odwiecznie, żeby ją potwierdzić. To niezatarte duchowe znamię, „charakter”, które – jak uczy KKK 1280 – konsekruje ochrzczonego do uczestniczenia w chrześcijańskim kulcie religijnym.

Fascynujące jest to słowo konsekracja, z łać. consecrare. My się stajemy święci „z”. „Z kimś” secrare. Uczynić świętym razem z Jezusem. Nasza świętość bierze się z komunii z Nim, z przeżycia Jego bliskości, z odkrycia w sobie na nowo jedności z Nim. Właśnie takiej jedności, która gdzieś sięga tożsamości każdego z nas. Kim jesteś każdy? Najgłębiej kim jesteś? Jaka jest najgłębsza prawda o tobie? Że noszę w sobie obraz umiłowanego Syna Bożego. Że Jedyny Syn Boga ze mną odwiecznie się jednoczy. To jest Jego decyzja. To jest Jego pragnienie. To jest Jego wybór. To jest Jego zamysł wobec mojego życia, każdego indywidualnie. I to jest najgłębsza prawda o nas. To jest źródło naszej świętości. Świętość nie polega tylko na tym, że każdy ćwiczy, pręży swoje muskuły duchowe. I jak mówimy „pracuję nad sobą”. Ona się nie bierze stąd. Ona nie jest samodoskonaleniem się. Świętość w człowieku bierze się z najgłębszej, nieustannie potwierdzanej komunii z Jezusem, Synem Boga. Muszę Go wnieść w swoje życie; w to, w które On już dawno wszedł w zamyśle stwórczym.

Matka, od której odszedł syn, posłuchała rady księdza. Odmawiając formułę chrztu modliła się w intencji syna. Była zdumiona, kiedy po miesiącu, chłopiec zadzwonił. Wyszlochał: „Mamo, nie wiem, jak mam ci opisać to, co mi się przydarzyło”. A potem opowiedział jej, że spotkał w sklepie kogoś, z kim nawiązała się rozmowa, i ten ktoś zaprosił go na spotkanie modlitewne. W ten sposób na nowo odkrył swoją wiarę. Matka zdała sobie sprawę, że zdarzyło się to wtedy, gdy na nowo włączyła go do rodziny Bożej.

Jak tu siedzimy, wszyscy potwierdzamy tę jedność z Jezusem. Ona sprawia, że stajemy się innymi ludźmi. Łaska, którą czerpiemy z tego spotkania, jedność, miłość z nim, bliskość, to nas zmienia. Nie to, że ćwiczę, pracuje nad sobą; słowo czytam, Eucharystię przeżywam, komunię przyjmuję, wchodzę w Kościół, który jest Jego ciałem, szukam ciągle tych miejsc, gdzie On jest aktywny, gdzie On jest mocny, gdzie On działa. A już samo poczucie jedności z Nim jest czymś, co mnie zmienia.