+48 606 283 414 larafal@interia.pl

Czasami spaceruje po mieście i zjawia się myśl, aby wejść do kawiarni i napić się kawy, zjeść ciastko. Najczęściej pomysł nie dochodzi do skutku, bo przeszkadza samotność. Tego typu promyki składają się na ofiarę, którą składam Bogu. Podczas lektury duchowej podkreśliłem refleksję, która precyzuje moje wewnętrzne przeżycia: „Im szczególniejszą misję ma ktoś do spełnienia na tym większą samotność jest skazany”. Smak samotności jest mi bliski. Czasami bywa słodki, a czasami gorzki. Nie ubolewam nad sobą. Nie traktuję swej samotności jako kary za grzechy, ale jako przywilej. Samotność jest sposobem, aby zakotwiczyć się w Bogu, rzucić się w Jego kochające ramiona i trwać w nich bez ustanku. Samotność jest też cierpieniem. Dobrowolne podanie się temu cierpieniu pomaga nie tylko dostrzegać ludzkie problemy, ale współprzeżywać w ich znoszeniu. Idąc samemu ulicami miasta spotykam różnych ludzi: ojców, matki, młodzież, alkoholików, biednych… Próbuje wyobrazić sobie ich życie, cierpienie, trudności, problemy, radości. Kiedy wyczuwam, że cierpią bądź ofiara maluje się na ich twarzach, chwytam różaniec i w modlitwie oddaje ich Bogu. Nie jest ważna w tym momencie nacja, kolor skóry, religia… Ważne, żeby nie byli samotni. Mam jeszcze jedną refleksję na temat samotności. Wynika bardziej z próby zgłębienia przeżywanego stanu, a mniej z doświadczenia bądź jest doświadczalna, ale słabo uchwytna dla świadomości, co nie przesądza o jej braku. Wiadomo, że miejsce, gdzie żyję, jest jakoś szczególnie naznaczone niewiarą, teologią śmierci Boga i doświadczenie samotności wiąże się z poczuciem niezrozumienia, świadomością, że jesteśmy małą wyspą na oceanie.