Jak Jezus uczynił Szymona pierwszym, skałą, to zmienił mu imię na Piotr. Pamiętacie to, no nie? Co zmartwychwstanie zrobiło z Jezusem? Zapomniał o tym, bo w dzisiejszej ewangelii zwraca się do niego pierwszym imieniem. Coś czuje, że to może być wspaniała lekcja dla nas.
Ale zanim to wydobędziemy, to musimy powrócić do Jezusa ziemskiego, który ma na swoim końce kilka rozmów z cyklu rozmów niedokończonych. W czasie ostatniej wieczerzy jest taki moment; Jezus mówi do uczniów: „Tam, gdzie ja idę, wy pójść nie możecie”. Reaguje Piotr: Jak to nie możemy? Życie moje oddam za Ciebie. Jezus mówi: „Tam, gdzie ja idę, ty teraz pójść nie możesz, ale potem pójdziesz”. Piotr nie odpuszczał i dalej się zaklinał: Co nie mogę? I potem była noc z Wielkiego Czwartku na Wielki Piątek, kiedy przekonał się na własnej skórze, że nie pójdzie. Tylko, że ucieknie! I Jezus nawiązując do tamtej rozmowy, mówi mu teraz: „Pójdź za Mną!”. Jako zmartwychwstały dokończył rozmowę, którą rozpoczął podczas ostatniej wieczerzy.
Myślę, że macie takie sytuacje. Przynajmniej ja doświadczałem tego nie raz. Mówiłem Jezusowi: zrobię dla Ciebie to i to. Jezus uśmiechał się pod nosem. Poczekał na tę noc z czwartku na piątek i wiedział, że nic nie zrobię. Że zrobię dokładnie odwrotnie. I to jest dość gorzka wiedza o sobie. Ktoś jej nie ma? Naobiecywałeś. Myślałeś, że dasz rady. Nie dałeś rady! Strach cię zjadł. Zło cię zjadło. Grzech cię zjadł. Zdrada cię zjadła. I kiedy już masz to doświadczenie, że nie dałeś rady, On przychodzi do Ciebie i mówi: „Pójdź za Mną!”. Teraz chodź. Teraz dasz rady. To jest naprawdę ewangelia o Bogu, który nie traci nadziei, co do człowieka.
I teraz wróćmy do tego, dlaczego zmartwychwstały zwraca się do Piotra „Szymonie”, a nie mówi do niego Piotrze! Piotr to jest imię pierwszego papieża. Szymon to jest imię własne tego apostoła. Nie rozmawiają o urzędowaniu. Nie rozmawiają o tym, jakim Szymon będzie papieżem. Rozmawiają o miłości. A miłość to sprawa osobista. Jak chcecie przeżyć tę rozmowę Jezusa ze sobą, to zapomnijcie na chwilę o tym, na kogo wyglądacie. Ten jest inżynier, ten jest szafarz, ten jest lekarz, ten jest profesor. Ten się schował za albę.
Brat Roger, jak komentował tę ewangelię, powiedział, że najważniejsze w tym pytaniu jest słowo „Mnie”. Czy ty kochasz MNIE? Bo cały problem Szymona polegał być może na tym, że On nie kochał Jezusa, tylko kochał swoje wyobrażenie o Jezusie. Kto ty jesteś? Mesjasz! Ale z krzyżem… Nie pasuje do obrazka. Pamiętacie, jak Szymon powiedział: Pójdę za Tobą wszędzie. Tylko nie pomyślał, że to będzie krzyż. Nie ten Jezus. Czy ty kochasz MNIE? Bo Szymon miał jakieś wyobrażenie o tym: kto to jest Bóg? Kto to jest Mesjasz? Co to jest być przy Mesjaszu? Miał jakieś wyobrażenie. Ale to kompletnie się nie sprawdziło.
Myślicie, że Jezus nie miał wyobrażeń na temat Szymona. Myślicie, że nie spodziewał się po nim czegoś więcej. Jak go wybierał na pierwszego z uczniów to co, nie miał jakiś oczekiwań. I co z tego wyszło? Ojciec Augustyn Jankowski, znany biblista, zmarł w 2005 roku, mówił tak: Jezus skałą uczynił człowieka, który z natury był jak piasek. Miał być skałą. Okazał się inny. Jezus chciał w nim skałę, a okazało się, że ma piasek. Tak, zdradził! Tak, trzy razy się wyparł, tak! Nie dorósł do marzeń! Nie dorósł do oczekiwań! Tylko, że Jezus go kocha i dlatego teraz mówi: „Paść owce moje!”. Jezus niczego nie odwołuje z tego, co mu obiecał. Nie odwołuje swojego zaufania. Nie odwołuje wybrania. Jezus pyta o miłość, ponieważ kocha Szymona i kocha go takiego, jakim jest! Jezus kocha Szymona, a nie swoje wyobrażenie o Szymonie.
Nikt z nas, jak tu jesteśmy, nie żyje na miarę marzeń Jezusa. Kościół, jaki tworzymy, nie żyje na miarę oczekiwań Jezusa, ale taki Kościół Jezus kocha. O takim Kościele mówi: To jest ciało moje! Takiemu Kościołowi mówi: idźcie na cały świat, czyńcie uczniów! My? Sami jesteśmy połamane boroki. A On mówi: idźcie głoście, że trzeba miłować nieprzyjaciół. My? My przecież przyjaciół nie potrafimy kochać. Niczego nie odwołuje, bo kocha nas takimi, jakimi jesteśmy. Ale pyta się: czy ty kochasz MNIE? Czy swoje wyobrażenie o Mnie, kochasz? To jest bardzo konkretne pytanie. Jezus nie pasuje nam w wielu miejscach. Mamy marzenia, oczekiwania, które kompletnie nie pasują do Jezusa; do jego nauczania. Miłość to nie jest naciąganie kogoś do swoich pragnień, do swoich oczekiwań. Miłość to jest przyjęcie osoby takiej, jaka jest! I oczywiście, że taka miłość ciągnie tę osobę w górę. Jezus zaakceptował Szymona takiego, jaki był, to Szymon dorósł do męczeństwa. Jak kochasz kogoś naprawdę, to on w tym rośnie. Kochaj osobę taką, jaka jest, a nie swoje o niej marzenia. Nie musisz za każdym razem przypominać, że ten ktoś jest grzesznik, głupi, słaby, że zawiódł, że tyle razy przepraszał… Zobaczcie, w jak subtelny sposób Jezus przypomniał Szymonowi o tym, że jest słaby. Trzy razy zapytał go o miłość, bo ten trzy razy się go zaparł. Zrobił to przy ognisku, bo zdrada Piotra również dokonała się przy ognisku. Mówi mu o tym poprzez znaki, ale poprzez ten dialog, rozmowę miłości, Piotr może tylko urosnąć.
Życzę sobie i wam takiego doświadczenia miłości w tej relacji z Jezusem, jaką przeżył Szymon Piotr. Doświadczenia, które pozbawia nas wszelkich łusek, oczekiwań, wyobrażeń. Doświadczenia, które sprawia, że zaczynamy rosnąć w miłości. I oby to doświadczenie było lustrem, w którym będą się odbijać relacje miłości, które tworzymy pomiędzy sobą.