Czas rekolekcji Domowego Kościoła w Tenczynie można zdefiniować jako czas Jezusa, lekarza i lekarstwa.
Wreszcie w moim życiu nastąpił przełom. A już myślałem, że Ewangelia nie działa; że jako Kościół jesteśmy skazani wyłącznie na terapię psychologiczną, warsztaty i treningi. A tutaj takie doświadczenia namacalnego działania Boga w człowieku, małżeństwie, rodzinie… Każdego dnia mogliśmy Pana Boga „chwytać za nogi”; jakby na nowo wstąpiło we mnie życie. Oto łaska, która dotknęła moje serce, odmieniła moje spojrzenie.
W przedostatni dzień rekolekcji odbyła się modlitwa wstawiennicza. To nie był najważniejszy punkt, ale po wspólnym rozeznaniu uznaliśmy, że jest potrzebny. Wyciągaliśmy ręce nad poszczególnymi uczestnikami prosząc w konkretnej potrzebie. I co ciekawe w niektórych przypadkach Pan zdecydował inaczej, przemówił przez któregoś z modlących, np. o uzdrowienie z cukrzycy padła odpowiedź: będziesz przyjmował leki i nic złego ci się nie stanie, ale Pan przewidział dla Ciebie inną łaskę, którą już niebawem odkryjesz. O uwolnienie ze strachu padła odpowiedź: czytaj Ewangelię o uzdrowieniach i przestaniesz się bać. O uzdrowienie od pychy Pan przemówił przez modlącego się: z tym trzeba iść do spowiedzi. To było niesamowite doświadczenie Bożego działania. Pan uzdrawiał wprost, ale też wyręczał się medycyną, formacją, sakramentami…
Sursum corda!