+48 606 283 414 larafal@interia.pl

Przy modlitwie wiernych zorientowałem się, że nic nie pamiętam z Ewangelii i kazania. Zanim nastąpiła mobilizacja skupienia pojawiła się refleksja, że rozproszenia to małe zdrady mojej Ukochanej. Jak można być przy Oblubienicy i myśleć o czymś innym? „Boże, widzisz, że nie ma we mnie miłości. Daj mi jej, a ja Ci ją ofiaruję.” Uratowało mnie przygotowanie darów. Przypomniała mi się perykopa ewangeliczna, która w pełni oddaje istotę tego momentu (J 6, 1 – 15). Pierwszym hasłem wywoławczym było pięć chlebów. Przez rozum przemknęły myśli o Pięcioksięgu, pięciu kamieniach, którymi Dawid zabił Goliata, pięciu palcach… Pięć chlebów oznacza pełnego człowieka. Dwie ryby to dwie sfery: duchowa i cielesna. Uświadomiłem sobie, że podczas przygotowaniu darów Bóg prosi mnie, abym dał to, co mogę; najlepiej siebie całego. On nie potrzebuje rezultatów mojego życia, tego, co robię, ale potrzebuje mnie. Ja jestem materiałem!? Człowiekowi przynależy trud oddania siebie, a Chrystusowi przynależy rezultat. Daje siebie, swoje życie, a On rozdaje, komu chce. Mowa jest o pięciu tysiącach, czyli całej ludzkości. Smakuję się myślą, że z mojego bycia przy Ukochanej ktoś otrzymuje. Czasami chce widzieć owoce i znać nazwiska. Cieszę się, że doświadczenie dnia dzisiejszego przywróciło świadomości sens dawania siebie. Ta wiedza zupełnie mi wystarczy.