+48 606 283 414 larafal@interia.pl

Śpiewamy Gorzkie Żale w niedzielę Laetare, w niedzielę radości. Jak pogodzić jedno z drugim? Jak pogodzić radość z gorzkim żalem? Jak pogodzić radość z adoracją krzyża?
Krzyż nie jest końcem męki Chrystusa. Tydzień temu zakończyliśmy śpiew na skonaniu Jezusa. I mogłoby się wydawać, że doszliśmy z Nim do końca Jego męki. Ale to nie jest koniec.
Symbol wiary prowadzi nas dalej. I w symbolu wiary mówimy: „ukrzyżowan, umarł i pogrzebion, zstąpił do piekieł”.

W XIII wieku papież Innocenty III na Soborze Laterańskim IV wykładał tę prawdę i mówił w ten sposób: „Dla zbawienia rodzaju ludzkiego cierpiał na drzewie krzyża i poniósł śmierć. Zstąpił do otchłani, powstał z martwych oraz wstąpił na niebiosa, ale do otchłani zstąpił duszą, zmartwychwstał w ciele, wstąpił zaś do nieba zarówno z ciałem, jak i duszą”.
Wygląda więc na to, że Jezusowy zgon na krzyżu nie jest końcem Jego męki. Jest śmiercią ciała, ale jest jeszcze cierpienie duszy i – tak jak mówi papież Innocenty III – duchowe wejście w świat piekieł, w świat bez Boga. W świat, gdzie człowiek istnieje, ale nie żyje takim życiem, jakie jest mu właściwe.

Cierpienie Jezusa trwa dalej, ale nie wymiarze ciała, tylko w wymiarze ducha. Niewiele jest w Piśmie św. tekstów, które mówią o tym cierpieniu duchowym Jezusa. Ale te nieliczne, które są, odsłaniają duchowy dramat człowieka w piekle. Z tych trzech tekstów, które znalazłem, zacytuje jeden. W 1 P 3, 19 czytamy: „W tym stanie poszedł ogłosić [zbawienie] nawet duchom zamkniętym w więzieniu”. Ci, którzy są w piekle, to są ludzie uwięzieni. To są ludzie zniewoleni. To są ludzie, którzy doświadczają braku władzy nad sobą. Nie mają nad sobą kontroli. Tu jest mowa o zniewoleniu duszy. A więc wymiar człowieka w piekle jest dramatyczny. Człowiek jest tam opuszczony, porzucony, samotny, nikomu nie potrzebny.

„Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił” – to jest modlitwa Jezusa zstępującego do otchłani wypowiedziana na krzyżu.

Czemuś mnie opuścił? Jest przejmujący komentarz do tego zdania napisany przez Hansa Ursa von Balthasara w książce Credo. Balthasar pisze tak: Oto godzina i władza ciemności, w której ludzie uderzyli Go każdym rodzajem cierpienia duchowego i fizycznego. Nawet Ojciec opuścił Go w doświadczeniu. Dla nas jest to noc nieprzenikliwa. Żadna medytacja drogi krzyżowej ani nawet okropności wymyślonych przez człowieka tortur i obozów koncentracyjnych nie dają nawet jej obrazu. Co to znaczy wziąć na siebie winy całego świata? Doświadczyć w sobie wynaturzenia rodzaju ludzkiego, która odmawia jakiejkolwiek służby, jakiegokolwiek szacunku względem Boga i doświadczyć tego w obecności Boga, który odwraca się ze wstrętem od tych nadużyć. Kto to może pojąć? Grzesznik może mieć jeszcze nadzieję. Grzech nie! A dla naszego zbawienia Chrystus został uczyniony grzechem. To jest przejmujący tekst. Znamy ten fragment listu św. Pawła do Koryntian o Chrystusie, który dla nas został uczyniony grzechem. Bóg nie rozmawia z grzechem. Bóg zawsze rozmawia z grzesznikiem, ale z grzechem Bóg nigdy nie pertraktuje. To jest właśnie ten moment absolutnego opuszczenia. Zniewolenia. Poddania śmierci. To są wszystko konsekwencje ludzkiego grzechu. I właśnie w taką rzeczywistość wchodzi Chrystus zstępując do piekieł. I bez wejścia w takie doświadczenie nie ma odkupienia. Odkupienie byłoby tylko pozorne.

Św. Jan Paweł II mawiał, że tajemnica zstąpienia do otchłani to jest do granic posunięta tajemnica solidarności Chrystusa z grzesznikami. Tak, jak za życia był solidarny z grzesznikami. Wtedy, kiedy siadał z nimi przy stole. Kiedy miał dla nich czas i wszyscy nazywali Go żarłokiem i pijakiem, przyjacielem celników i grzeszników. Tak samo jest solidarny z grzesznikami w śmierci, w grobie i otchłani, to znaczy biorąc na siebie całą rzeczywistość piekła. I to cierpienie, które nie jest już cierpieniem ciała, ale cierpieniem ducha. Bierze na siebie konsekwencje naszego grzechu.

Jaka to jest ważna prawda: zstąpił do piekieł. Bez niej nie rozumiemy ani miary wcielenia, ani miary cierpienia Jezusa, ani miary solidarności Chrystusa z człowiekiem grzesznym. Ważna jest ta solidarność Jezusa z grzesznikiem za granice śmierci aż do zstąpienia do piekieł. Ważne jest to, że odkupienie przyjmuje formę solidarności z grzesznikiem. Można śmiało powiedzieć, że na tym polega chrześcijańska nadzieja. Że Chrystus nie usuwa z naszego życia ani śmierci, ani cierpienia, ani nawet grzechu, ani piekieł, ale towarzyszy nam swoją miłością w każdym z tych doświadczeń.

Nadzieja nie rodzi się z tego, że w tym życiu nie ma cierpienia. Rodzi się z tego, że doświadczamy miłości w cierpieniu.

Dwóch profesorów rozmawiało o tym, skąd się bierze wzrastająca liczba samobójstw wśród młodzieży. Jeden mówił, że młodzież dzisiaj nie ma perspektyw, że jest bezrobocie, że trzeba pracować pół życia na mieszkanie… a drugi mówił: tak naprawdę samobójstwa biorą się nie z tego, że nie ma perspektyw albo że jest bezrobocie, tylko stąd, że człowiek nie ma oparcia w rodzinie. Bo gdyby miał przy sobie kogoś, kto go kocha, to brak perspektyw nie poprowadzi go do samobójstwa.

To jest nadzieja właściwa chrześcijaństwu. Chrystus nie zabiera z naszego życia doświadczeń, tylko we wszystkie w nie wchodzi. Jest przy nas. Poszedł za nami nawet do naszych piekieł.
Pytanie, które się tutaj pojawia, to jest pytanie: czy potrafimy wchodzić w ludzkie piekła w duchu Jezusa?
Tego ducha Jezusowego przy wchodzeniu do piekieł genialnie wyczuł Dante, który w Boskiej Komedii umieszcza napis na bramie piekieł. I ten napis brzmi tak:

Przeze mnie droga w gród łez niezliczonych.
Przeze mnie droga w boleść wiekuistą,
Przeze mnie droga w naród zatraconych.
Mój budowniczy był wzniosłym artystą,
Sprawiedliwości dna grunt mój dosięga.
Mnie zbudowała wszechmocna potęga,
Mądrość najwyższa, miłość samodzielna.

To jest zdanie szokujące. Że bramy piekieł dla Jezusa otwiera sprawiedliwość, potęga, mądrość i miłość. Wejść w doświadczenie ludzkiego piekła np. piekła ludzkiego grzechu w duchu Jezusowym oznacza wejście nie tylko przez bramę, którą otwarła sprawiedliwość. My często wchodzimy w poczuciu sprawiedliwości. Wtedy wchodzimy po to, by kogoś sądzić, żeby kogoś potępić, żeby kogoś oskarżyć, żeby wydać na kogoś wyrok. Czasem wchodzimy w ludzki grzech przez bramę mocy. Wtedy mamy poczucie pewności siebie, lepszości, wyższości, poczucie mocy w stosunku do grzesznika. Wtedy wykorzystujemy jego słabość. Z takim poczuciem mocy wchodzi w życie alkoholika ktoś, kto mu daje na alkohol; kto go utwierdza w tej chorobie. Z takim poczuciem mocy i panowania nad grzesznikiem wchodzi ktoś, kto zarabia na ludzkim upadku. Można w czyjeś piekło wchodzić przez bramę mądrości. Wtedy mamy dla kogoś, kto jest grzeszny, dobre rady, pouczenie, moralizatorstwo. Dla Chrystusa brama piekieł jest otwarta przez sprawiedliwość, moc, mądrość, ale przede wszystkim miłość. Jezus wchodzi w nasze życie kierując się miłością. Pytanie: czy my potrafimy wchodzić w ludzkie piekło kierując się miłością, a nie tylko sprawiedliwością, mocą czy mądrością? W ten sposób można zobaczyć, że te cierpienie, które jest jakby poza granice, nawet poza granice ludzkiego zgonu, w otchłani, to cierpienie jest przez Chrystusa wybrane. Jest też dla niego źródłem pokoju i momentem zwycięstwa. Cały Kościół Wschodni podkreśla, że odkupienie dokonało się w momencie zstąpienia do piekieł. I w ten sposób to nasze rozmyślanie się zamyka, że taka medytacja w ostateczności jest radosna. Chrystusowi wejście w piekła nie odebrało pokoju ducha, nie odebrało radości. Nie odebrało zawierzenia Ojcu. Dzisiejsze rozmyślanie stawia nam pytanie: czy my się potrafimy cieszyć tym, czym cieszy się Bóg?