W naszej drodze wielkopostnej dostajemy dzisiaj od Jezusa niesłychanie ważne słowo z krzyża: Ojcze! Wiemy, że dalej Jezus dopowiada: przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią… Ale zatrzymajmy się przez chwilę na tym słowie „Ojcze”, bo z nim kojarzy się znana wszystkim modlitwa, która rozpoczyna się od słów „Ojcze nasz…” A ta modlitwa najpiękniej tłumaczy Jezusa w tej relacji z Ojcem w godzinie Jego śmierci i pozwala nam odnaleźć siebie w tej relacji, której, jak pamiętamy, miarą jest codzienny krzyż.
W KKK jest napisane, że modlitwa Ojcze nasz jest streszczeniem całej Ewangelii. Ewangelia nie jest tylko pouczeniem, zbiorem prawd. Ewangelia jest wydarzeniem. Ewangelia jest spotkaniem z Bogiem objawionym w Jezusie Chrystusie. Ewangelia jest wydarzeniem, które ostatecznie zmienia człowieka. Ewangelia jest doświadczeniem nie tylko mądrości Boga. Jest doświadczeniem Jego mocy. Wspaniale to objaśnia słowo z proroka Izajasza: „Zaiste, podobnie jak ulewa i śnieg spadają z nieba i tam nie powracają, dopóki nie nawodnią ziemi, nie użyźnią jej i nie zapewnią urodzaju (…), tak słowo, które wychodzi z ust moich, nie wraca do Mnie bezowocne, zanim wpierw nie dokona tego, co chciałem” (Iz 55, 10-11). Słowo Pana zawsze przynosi owoc. Osiąga to, czego pragnie. Słowo Pana jest mocne, jest przemieniające. Nie jest tylko informujące, jest formujące. Jest stwórcze. I takim słowem Pana jest modlitwa Pańska.
Nazywamy „Ojcze nasz” modlitwą Pańską. To jest słowo Pana. To jest słowo, które zostało nam ofiarowane. My je wypowiadamy, a Bóg mówi nam dzisiaj, że to słowo nie trafia do mnie, dokąd nie osiągnie tego, co chciałem. Rozumiecie, że kiedy odmawiamy „Ojcze nasz”, to tak naprawdę to słowo trafia do Ojca dopiero wtedy, kiedy w nas osiąga to, co zamierzyło. Najistotniejsze pytanie przy modlitwie Pańskiej to nie jest to, czy ją znamy na pamięć. Nawet nie jest to, ile razy dziennie ją wypowiadamy. Pewnie każdy z nas kilkadziesiąt razy w ciągu dnia. Najważniejsze pytanie jest takie, co ta modlitwa z nami czyni? Znacie moc modlitwy Pańskiej? A doświadczacie jej w sobie? Czy rzeczywiście jest tak, że to słowo, które wypowiadamy do Ojca, otrzymane od Niego przez Jezusa, trafia do Niego? Trafia tylko wtedy, jeśli osiągnie to, co zamierzyło.
Jakie jest zamierzenie tego słowa? Modlitwy Pańskiej? Zamierzenie jest takie, byśmy się stali dziećmi Boga. Ta modlitwa konstytuuje relacje między nami a Bogiem. Pewnie to, do czego najpierw ta modlitwa zmierza, to jest ukształtowanie w nas takiej postawy w stosunku do Boga, która jest postawą pełną zaufania; która jest postawą dziecka. Dziecka, które mówi do Boga TATO.
W czasie rekolekcji wielkopostnych w jednej ze szkół młodzież mogła pisać swoje pytania do Boga. Napisali 350 pytań. I te wszystkie pytania zostały odczytane podczas modlitwy wiernych. Potem rekolekcjonista wyszedł do młodzieży i powiedział, a wiecie, że Bóg ma również do was pytania. Biblia pokazuje Boga, który ma też pytania do człowieka. Na przykład: Adamie, gdzie jesteś? Inne pytanie: gdzie jest twój brat Abel? Bóg stawia człowiekowi pytania. Nie dlatego, żeby nie znał odpowiedzi na te pytania, tylko właśnie dlatego, że wchodzi z człowiekiem w rozmowę, tzn. tworzy z nim jakąś relację. I w naszym byciu z Bogiem najważniejsze jest, jaka jest ta relacja. Wcale nie musimy znać odpowiedzi na wszystkie pytania. Za to pytanie jest, czy my w stosunku do Boga jesteśmy jak dzieci w stosunku do Ojca. Czy jest w nas taka pierwotna postawa ufności?
Wśród tych 350 pytań było jedno, które powtarzało się jak refren. To było pytanie, czy można udowodnić istnienie Boga? Nawet, jak udowodnicie istnienie Boga, to nie uczyni was to chrześcijanami. Chrześcijaninem nie jest ktoś, kto wie, że Bóg istnieje. Chrześcijaninem jest ktoś, kto ufa Bogu jak własnemu tacie. I to jest relacja, którą możemy mieć w Jezusie w stosunku do Boga, który jest dla nas Ojcem.
Jest jeszcze jedna rzecz, która powinna wybrzmieć. To pytanie, czy modlitwa Pańska czyni nas rzeczywiście dziećmi Boga, ono nie dotyczy tylko takiej naszej ogólnej postawy w stosunku do Boga. To pytanie dotyczy też czegoś bardzo konkretnego. I teraz przejdziemy do rozważenia tego dopowiedzenia: Ojcze! Przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią.
U Mateusza modlitwa Pańska jest w kazaniu na górze. Warto sobie przeczytać kazanie na górze, bo ono przynajmniej w dwóch miejscach mówi, co znaczy być dzieckiem Boga.
Po raz pierwszy mówi o tym wśród ośmiu błogosławieństw. Błogosławieni, którzy wprowadzają pokój, bo oni będą nazwani synami Bożymi. Dosłownie tam jest: Błogosławieni, którzy wprowadzają pokój, bo w nich świat rozpozna synów Bożych. Będą rozpoznani jako dzieci Boga. Ci, którzy wprowadzają pokój. To nie jest słowo bez pokrycia. To nie jest teoria. Jak Jezus umierał na krzyżu i modlił się za swoich wrogów, to setnik, który stał pod krzyżem widząc jak Jezus umiera, powiedział: ten był naprawdę synem Bożym!
I drugi tekst, który jest w kazaniu na górze to jest miłujcie waszych nieprzyjaciół, módlcie się za tych, którzy was prześladują, a tak będziecie synami Ojca waszego, który sprawia, że Jego słońce wschodzi na dobrymi i nad złymi i zsyła deszcz na dobrych i na niegodziwych.
Błogosławieni, którzy wprowadzają pokój, bo oni będą nazwani synami Bożymi. Błogosławieni, którzy modlą się za swoich nieprzyjaciół. Miłują ich i tak się stają dziećmi Boga.
Kiedy odmawiamy modlitwę Pańską, kiedy mówimy do Boga Ojcze i kiedy chcemy się poddać sile tej modlitwy, wtedy ona przekształcała nas w dzieci Boga. To znaczy, że w nas jest taka dyspozycja, chcemy powiedzieć Bogu: zrób to! Uczyń nas ludźmi pokoju… zrób to! Daj, żebym mógł kochać swoich nieprzyjaciół… zrób to! Daj, żebym mógł modlić się za tych, którzy mnie prześladują. Zrób to! To słowo modlitwy, której nas nauczyłeś, niech się okaże silne we mnie. Przekształcające mnie. To jest właśnie to, co my podziwiamy w męczennikach.
Co my czcimy w męczennikach? Na pewno nie to, w jak makabryczny sposób zginęli. Czcimy w męczennikach ich zdolność do miłości nieprzyjaciół. Że trwali w wierze, która każe nam mówić o Bogu, że jest miłością także wtedy, kiedy byli zabijani. I że mówią do Boga Ojcze; pełni zaufania również w takim momencie. I są wystawieni na taką próbę. To, że On jest dla nich Ojcem przeprowadza ich przez męczeństwo. To w nich czcimy. To, że modlitwa Pańska okazała się w nich silna. To jest konkret. Znajdźmy dzisiaj czas, może tego wieczoru, żeby odnaleźć w naszej myśli ludzi, z którymi jest na nie po drodze, których traktujemy jako przeciwników. Uważamy za swoich wrogów. O których myślimy, że są nam nieprzyjaźni. Znajdźmy taki moment przy modlitwie wieczornej, żeby się za nich pomodlić. I żeby poczuć wtedy w sobie siłę modlitwy Pańskiej. Może każdy z nas potrzebuje zmówić „Ojcze nasz”, żeby nas ta modlitwa przełamała. Żeby sprawiła, że będziemy tymi, którzy wprowadzają pokój. Nie wprowadzają podziałów. I żeby się jeszcze raz okazało, że ta modlitwa potrafi wymusić po Bożemu przebaczenie. Poddajemy się sile tej modlitwy. Słowo nie wraca do Ojca bezowocnie. „Ojcze nasz” wypowiadane przez nas nie trafia do Niego, dokąd nie zrobi z nami tego, co zamierza. Dokąd nie uczyni z nas dzieci Boga, nie trafia do Niego.