+48 606 283 414 larafal@interia.pl

Jestem pod wrażeniem orędzia Benedykta XVI na Wielki Post. Pięknie, że w zasadniczej części swojego przesłania wrócił do tematu miłości skrytej pod jej podwójną naturą: erosu i agape. Moją uwagę przykuł eros. Wielki Post jest szansą dla erosu. Pojmuję go jako siłę, która czyni miłość Boga namiętną. Eros sprawia, że Bóg kocha z pasją, wbrew sobie. Dzięki niemu miłość dla Boga to „hobby”. Przejawiający się u Boga eros ma piękną, czystą, ostateczną postać. Dla człowieka eros jest drogą, tzn. przybiera różne postaci. Zdarza się, że to właśnie on jest odpowiedzialny za natężenie karykatury miłości, szukanie siebie w namiętnościach, pożądliwości, egoizmie. Uświadamiam sobie, że eros jest siłą napędową, dlatego został przez Ojca Świętego ochrzczony, przyjęty na łono Kościoła (to największy sukces encykliki Deus caritas est), a przez człowieka ma być ujarzmiony. Wszelkie prace nad sobą, postanowienia wielkopostne, umartwienia, służą temu, aby eros stał się eucharystyczny, tzn. uczynił pasją człowieka życie w rytm Eucharystii. Pragnienie Benedykta XVI wyrażone w końcowych zdaniach orędzia, aby Wielki Post był czasem eucharystycznym, wpisał się w inicjatywę, jaką podjąłem dla naszych parafian. Dzisiaj miała miejsce pierwsza katecheza i spotkanie w grupach na temat: „Eucharystia – to centrum życia”. W katechezie wzięli udział wszyscy uczestnicy naszej liturgii, a w spotkaniu 13 osób. Do drugiej części podszedłem z brakiem wiary. Liczyłem, że będzie jedna, góra dwie osoby. Na tyle osób przygotowałem materiał. Z jednej strony sytuacja stanowiła powód do własnego wstydu przed Bogiem, a z drugiej pokazała, że Eucharystia jest kochana! W mojej ocenie może to być miłość na poziomie pragnienia, ale cóż znaczy moja ocena w obliczu Bożej Wszechmocy. Wielki Post służy kształtowaniu erosu – mojego i tych, za których odpowiadam. Pod koniec Mszy świętej miało miejsce poświęcenie przedmiotów liturgicznych i nowej zakrystii. Darczyńcami naczyń była parafia rodzinna, a także zaprzyjaźniony proboszcz z Rudy Śląskiej i osoby znane mojemu sercu. Podzieliłem się tą wiadomością z wiernymi. Zapewnili o wdzięczności i pamięci w modlitwach. Po obiedzie pojechaliśmy z arcybiskupem do Astany. Pogoda dopisywała, droga nie dłużyła się, czas podróży zagospodarowaliśmy modlitwą. Odmówiliśmy brewiarz, różaniec, koronkę. Po szczęśliwym dotarciu oddaliśmy się indywidualnym zajęciom, a po nich arcybiskup przygotował kolację i zaprosił nas do stołu.