Nie zajmujcie się nieznanymi grzechami innych. Nie kombinujcie, jakie grzechy mieli ci, których pozabijał Piłat albo ci, na których spadła wieża w Siloe. Zastanówcie się nad sobą. Zobaczcie, czy sami nie jesteście martwi. Jeśli chcecie to wiedzieć, to spytajcie się, czy wasza wiara owocuje. Jeśli nie owocuje, jak ta figa z przypowieści, to wasze życie jest wegetacją i taki stan jest naprawdę stanem odroczonej śmierci.
Na portalu kościoła ewangelickiego św. Marcina w Krakowie, który wcześniej należał do karmelitanek, jest napis w języku łacińskim frustra vivit qui nemini prodest, tł. na próżno żyje, kto nikomu nie przynosi pożytku. Niektórzy się śmiali, że to było napisane dla tych karmelitanek. Najważniejsze jest to, że to jest napisane na kościele. Ten napis zachęca do następującej refleksji: zobacz, czy twoja relacja z Bogiem, cokolwiek zmienia. Czy przez komunię z Bogiem, stajesz się dla kogoś pożyteczny, czy też nie? Nie chodzi o to, czy możemy być pożyteczni sami z siebie? Tu jest pytanie o to, czy łaska Boża nie okazuje się w nas próżna. Problemem tej figi nie jest to, że nie owocuje, ale to, że czyni ziemię jałową. Ktoś patrzy na nas i myśli, co to za ziemia!?
Jest jakiś pożytek z mojej bliskości z Bogiem? Czy inni mają coś z tego? Pozwoliłeś łasce Bożej zrobić coś sensownego w tobie dla innych. Figa owocuje dwa razy w roku, najpierw w czerwcu, drugi raz wczesną jesienią. Figa kocha owocować. Ta figa z przypowieści nie owocuje już trzy lata. Najpiękniejsze jest to, że Bóg decyduje się zostawić ją na rok. Okopać. Obłożyć nawozem. Może wyda owoc.
Czy współpracujemy z łaską, żeby być pożytecznym dla innych? Nie chodzi o to, czy kochamy ludzi, ale czy kochamy ich po Bożemu? Skąd są te owoce? Jakie jest źródło tych owoców, którymi chcemy innych karmić? Jesteś sam źródłem tych owoców, czy to Bóg jest źródłem dla tych owoców?