+48 606 283 414 larafal@interia.pl

Dziękować to sprawiać, by otrzymane łaski wróciły do ich źródła. Na Bożą czułość chcę odpowiadać swoją czułością. A wdzięczność jest pierwszą z subtelności. Jezus przynagla mnie, bym ośmielił się pójść dalej: dziękować z góry, bo „wszystko, o co w modlitwie poprosicie, stanie się wam, tylko wierzcie, że otrzymacie”. On sam, tuż przed wskrzeszeniem Łazarza, mówił: „Ojcze, dziękuję Ci”. Często na wiosce byłem świadkiem zażenowania uczestników spotkań, kiedy dziękowałem im za obecność i przyjęcie. Mówili: „To ksiądz przyjechał do nas, a nie my do księdza. Z naszej strony należy się wdzięczność”. Zwyczajnie w sposób bardzo spontaniczny wyrażałem im swoje nastawienie. Św. Teresa zostawiła mi takie wyznanie: „Wdzięczność jest tym, co najbardziej przyciąga łaski Boże; gdy dziękujemy za dobrodziejstwa, Bóg jest wzruszony i spieszy, by dać nam dziesięć nowych łask, a jeśli dziękujemy nadal z takim wylaniem, to jakże nieobliczalne jest pomnożenie łask! Moja wdzięczność jest bezgraniczna za wszystko, co mi Bóg dał, i okazuję Mu ją w tysiączny sposób”. Każdy koniec roku staje się okazją do pełnej wdzięczności wspomnienia o tym, co zostało dane i przeżyte w ciągu roku czy lat minionych: o wydarzeniach radosnych, pełnych światła, ale i tych bolesnych, czy już chwalebnych. Jeżeli jednak moje dziękczynienie ma być dziękczynieniem chrześcijańskim, prawie boskim, to staje się ono takim wówczas, gdy ośmielam się dziękować za modlitwy niewysłuchane, za przeszkody, rozczarowania, za wydarzenia, których nie potrafię zrozumieć tu na ziemi. I więcej, dziękczynienie za cierpienia: za chorobę, rozstania, doznane zranienia, doświadczone zło. Krótko mówiąc, próbować mówić: dziękuję za Krzyż! I do tego wszystkiego jeszcze jedno dziękczynienie: za kolejny rok z tym, co przyniesie!