+48 606 283 414 larafal@interia.pl

Zakończył się remont naszej zakrystii. Czekamy jeszcze na mebel, który zamówiliśmy w pobliskiej fabryce. Działalność firmy pozostawia wiele do życzenia. Obiecali, że zrobią wszystko na wczoraj. Jeszcze późną nocą zapewniali, że mamy czekać, bo oni załadowują samochód i przyjeżdżają. Po północy wygasła moja nadzieja i zamknąłem bramę wjazdową. Po przebudzeniu chciałem od razu do nich zadzwonić. Ostatecznie zrealizowałem swoje zamiary po modlitwie. Pomyślałem, że Bóg może tej trudnej sytuacji nadać sens, spożytkować na swoją chwałę. W drodze na zakupy wstąpiłem do zakładu, żeby zobaczyć rezultat ich pracy. Kiedy zaczęli kręcić, zdenerwowałem się i powiedziałem, co myślę o ich pracy i traktowaniu ludzi. Kiedy wróciłem do samochodu, przeprosiłem Boga za to, że puściły mi nerwy. Nie pamiętam, kiedy po raz ostatni tak świadomie podarowałem Bogu dar swojego przebłagania. Widzę, że świadome przeżycie sytuacji wywiera trwałe piętno na sercu. Nie ważne, czy jest to moment chwalebny, czy przebłagalny. Dla mnie każde zdenerwowanie i jego konsekwencje są powodem do wstydu przed Bogiem, zobaczeniem swojej nędzy i uzależnieniem od Stwórcy najmniejszego przejawu miłości we mnie. Świadome przeżywanie czyni mnie autentycznym w moim odniesieniu do Boga. Moje szczęście wynika z poznawania prawdy o sobie. Doczekałem się wreszcie zamówionej szafy. Przywieźli ją w czasie, kiedy celebrowałem Eucharystię na filii. Kiedy wróciłem, rozpoczęło się spotkanie z ministrantami. Między czasie przyjechał arcybiskup Tomasz i proboszcz z młodzieżą. Wieczór był dość programowy i oficjalny. Dzień zakończył się spotkaniem z arcybiskupem na temat podejmowanej działalności i przyszłych inwestycji. Siedzieliśmy do późna w nocy. Nie usłyszałem konkretnych rozwiązań, propozycji działań, konkretem był sam fakt spotkania. Może arcybiskup chciał nam dać do zrozumienia, że konkrety należą do nas. Wyszedłem z przekonaniem, że żywi do nas pełne zaufanie.