Haec? – o jakie dary chodzi? Czy je pojmuję? Co człowiek ma do dania? Wszystko człowiekowi dano – co człowiek może dać? Tam, gdzie Bóg daje siebie, cóż można dać więcej? Co „dołożyć”? Wszystko włączyć w ten Boży porządek – siebie całego. To, co kapłan sprawuje w imię Chrystusa, to jakieś tajemnicze powtórzenie. Co może człowiek? Jakie dona ja mogę dać Bogu? Błagając, żeby raczył przyjąć i pobłogosławić? To, co On mi dał? To, czego nie potrafię, co mi nie wychodzi? Mój dzień pełen i niepełny równocześnie? I przeciwnie, to co mi wyszło, co mi się udało? Moje myśli? Moje potknięcia i niepewności? Moją walkę ze mną samą? Zwykle podczas Mszy św. staram się to wszystko zaadresować do Boga – oddaję całą moją nieudolność, oddaję wszystko, co trudne, niewiadome i przekraczające mnie. Oddać wszystko po to, żeby Bóg pobłogosławił. Wydaje się to proste, a jakaż w tym głębia treści, że Bóg sam daje człowiekowi wszystko i zarazem daje „drogi oddania”, daje mi to, że mi daje, i to, że ja mogę dać! I nawet Bóg zostawia człowiekowi to przekonanie, że my dajemy. Dając, sam zostawia nam radość dawania, z której rodzi się jakaś „zasługa”. Bóg zostawia człowiekowi, jakby człowiek istotnie mógł coś Bogu dać!
Wanda Półtawska, Beskidzkie rekolekcje, str. 160