+48 606 283 414 larafal@interia.pl

Rok 2019. Od początku mojego pobytu w parafii św. Abrahama tworzyliśmy jedną rodzinę przy okazji świąt Bożego Narodzenia. Tradycyjny układ: wigilia, kolędowanie, jasełka, Pasterka… Jasełka w tym roku były wyjątkowe. Poszczególne role odgrywają zwykle dzieci i młodzież, tym razem zaangażowali się również dorośli. A wszystko po to, aby pamiętać o przyjściu Pana na świat.

Styczeń 2015 roku. Radość Bożego Narodzenia przeżywana z podwójną siłą. Przyjście Zbawiciela i otwarcie nowego kościoła. Najlepszym wystrojem kościoła jest żywa wspólnota zgromadzona na modlitwie i uwielbiająca Boga na różne sposoby. 

Pasterka 25 grudnia 2014 roku zainicjowała nowy etap w życiu naszej wspólnoty parafialnej. Uroczysta Eucharystia została odprawiona o północy. Przewodniczył jej bp Atanazy Schneider. To była prawdziwa uczta przygotowana przez Ducha Świętego. Biskupa nie było w naszym planie, ale człowiek myśli, a Pan Bóg kreśli… I lepiej być nie mogło. W czasie mszy świętej Anastazja przyjęła chrzest i komunię św., a Margarita przystąpiła do pierwszej komunii św.

Otwarcie kościoła rozpoczęło się od udzielenia sakramentów. Był to bardzo wymowny i podniosły czas… czas samego Boga, który wkracza do swojej świątyni, czyni ludzi swoim domem… Liczba uczestników przerosła nasze oczekiwania. Ławki były pełne. Niektórzy musieli stać. Nie było wcześniej żadnego formalnego zaproszenia. Młodzież, dzieci, siostry, parafianie spisali się na medal. Tyle serca i czasu włożyli w przygotowania. Deo gratias!

Msza święta sprawowana w dzień była ofiarowana w intencji dobrodziejów i budowniczych naszego kościoła. Jeden z uczestników liturgii powiedział, że za 10 lat ta świątynia będzie za mała dla tutejszej wspólnoty. Niech jego słowa będą prorocze. Napawają chrześcijańskim entuzjazmem.

Rok 2013. Święta Bożego Narodzenia przeżywaliśmy według tradycyjnego układu: wigilia z udziałem parafian i zaproszonych gości, wspólne kolędowanie, scenka Bożonarodzeniowa przygotowana przez dzieci, Msza św. o północy. W czasie Eucharystii do I Komunii św. przystąpiła Elżbieta, która jest żywym owocem modlitwy swojej babci. Podczas odwiedzin duszpasterskich babcia złożyła piękne świadectwo: „Dziękuję za ten rok, mimo że dopadła mnie choroba nowotworowa i jestem w trakcie przyjmowania chemii. Tyle jednak dobra się wydarzyło, a największe, że rodzina przybliżyła się do Boga”.

Rok 2008. Wigilia w rodzinnej atmosferze. Uczestniczą osoby samotne, żyjące w małżeństwach mieszanych, studenci. Niektórzy świętowali Boże Narodzenie po raz pierwszy w ten sposób. 

Rok 2006. Rozmawiałem przez telefon z kolegą misjonarzem, który podobnie jak ja przyjechał do Kazakstanu w tym roku. Poznaliśmy się na spotkaniu w Warszawie, a tu na miejscu mieszkaliśmy przez pierwsze dwa tygodnie w jednym pokoju. Powiedział, że po raz pierwszy nie miał wigilii. Liczyłem się z tym, że mogę znaleźć się w podobnej sytuacji, ale Bóg zaplanował inaczej. Uczestniczyłem w wieczerzy wigilijnej we Wspólnocie Błogosławieństw. Spotkanie miało charakter czuwania. Rozciągnęło się na całą noc. Rozpoczęliśmy od modlitwy i czytania z Ewangelii o narodzinach Jezusa. Następnie złożyliśmy sobie życzenia. Wśród nich pojawiło się zdanie, które chodzi za mną od kilku lat: „Ten zapala, kto sam płonie”. Podarowałem te słowa w adwentowej homilii, a teraz wróciło do mnie w życzeniach. Zasiedliśmy do wieczerzy. Z polskich dań podano kapustę z grzybami i pierogi. Po wieczerzy pojechałem na wioskę, gdzie odprawiłem Pasterkę.

Po Mszy o północy uczestniczyliśmy w modlitewnej procesji, podobnej do tej w Boże Ciało. Zamiast ołtarzy zbudowano żłobki w trzech domach. Chodziliśmy od stacji do stacji. Śpiewaliśmy kolędy, a w wyznaczonych miejscach był czas na krótką adorację i modlitwę uwielbienia. Przy ostatnim żłobku miało miejsce błogosławieństwo sakramentalne. Potem rozpoczął się bankiet. Uczestnicy spróbowali śląskiego przysmaku, czyli makówek. Rozpoczęły się też tańce. Nie była to dyskoteka, ale modlitwa całym ciałem. Jeśli Bóg pozwoli, to zatańczę na Sylwestra.