+48 606 283 414 larafal@interia.pl

W godzinach przedpołudniowych odwiedziliśmy razem z siostrą parafiankę chorą na raka. To już druga osoba, która żyje świadomością bliskiego końca.
Ciężko w takich chwilach prowadzić konstruktywną rozmowę, ale też nie w tym rzecz. W czasie spotkania dało się odczuć pokój i akceptację tej choroby. Zrozumiałe, że człowiek w obliczu śmierci w wielu reakcjach nie może za siebie. Pojawiają się momenty kryzysu, o których chora też wspominała. Pytała m.in. o siódmy i trzydziesty dzień po śmierci. Tłumaczyła, że chce przygotować swoją córkę na czas po jej śmierci. Miałem poczucie bezradności. Nie byłem chyba jedyny z takim uczuciem. Dopytywałem o leczenie, lekarstwa, terapię. Co mogłem zaproponować, jeśli lekarze rozłożyli ręce? Zdaję sobie sprawę, że trzeba chorej pomóc w przejściu do pełni życia. Polecam ją w swoich modlitwach. Proszę o wypełnienie woli Bożej, ale też śmiało modlę się o uzdrowienie. Widziałem, że chorej dobrze w domu, co się rzadko tutaj spotyka. Świadczy to o tym, że bliskich nie łączą tylko więzy krwi, ale prawdziwa miłość. Obiecaliśmy chorej, że pojawimy się u niej w następnym tygodniu.