+48 606 283 414 larafal@interia.pl

Podróż rozpoczęła się późnym wieczorem w poniedziałek. Na miejsce dotarłem we wtorek popołudniu. Najtrudniejszy był dla mnie ostatni odcinek. Strasznie zmarzłem zanim znalazłem się w autobusie. Miałem przed sobą ponad 100 km drogi. Stan autobusu był załamujący. Nigdy wcześniej nie widziałem takiego środka transportu. W tym miejscu oszczędzę sobie opisu. Po kilku minutach podróży zrozumiałem, że trasa będzie z atrakcjami. Okazało się, że z powodu awarii spaliny dostawały się do środka. Były momenty, że nie było nic widać. Wówczas kierowca zatrzymywał się w celu wywietrzenia. Przypomniało mi się powiedzenie z seminarium: lepszy chłodek niż smrodek. W tym wypadku była to konieczność, bo inaczej mogłaby to być ostatnia nasza podróż. Schemat powtarzał się kilkakrotnie. Na dworcu w Lisakowsku czekali na mnie o. Andrzej i o. Mariusz. Popołudnie spędziliśmy razem w dobrej atmosferze. Przyjechałem na zaproszenie o. Andrzeja, którego poznałem na spotkaniu kapłanów i sióstr zakonnych. Należy do osób, które poddają się odnowie biologicznej w celu zrzucenia zbędnych kilogramów. Z racji mojego wcześniejszego doświadczenia szybko złapaliśmy wspólny język i zrodziły się więzy. Pamiętam, że pomogłem mu przezwyciężyć bariery w kontakcie z wodą na basenie i udzieliłem pierwszych lekcji. Był bardzo wdzięczny i na zakończenie spotkania zaprosił w odwiedziny, które teraz przyszło mi realizować. Obok tematów związanych z odchudzaniem podejmowaliśmy zagadnienia związane z administrowaniem parafii, działalnością duszpasterską i katechetyczną. Uwagi o. Andrzeja były bardzo cenne z racji funkcji kanclerza kurii, którą pełnił przez jakiś czas zanim podjął się pracy duszpasterskiej w Lisakowsku. Był zatem czas na taniec, ponieważ świętował swoje imienin, a także różaniec i naukę. Powrót do Kokczetawu odbywał się w dzień. Udało mi się dosyć dobrze zagospodarować czas podróży. Modlitwa, sen, nauka i lektura. Przywiozłem ze sobą stertę dokumentów m. in. Konkordat zawarty pomiędzy Kościołem katolickim a Republiką Kazakstanu 24 września 1998 roku. Wynotowałem z niego kilka cennych uwag, które są kluczem do zrozumienia sposobu pracy duszpasterskiej w parafiach. Do najważniejszych przesłań tego dokumentu należą: obowiązek rejestrowania placówek należących do Kościoła (p.3), możliwość nabywania ziem przez Kościół bądź dzierżawienia pod budowę kościołów i innych obiektów (p.6), zakładanie szkół na różnych poziomach (p.8), prawo dla ulg przewidzianych w Kazachstanie dla uczniów szkół prowadzonych przez Kościół (p.8), możliwość organizowania działalności medycznej i socjalnej niezbędnej do spełniania misji (p.9), prawo do wyrażania własnych myśli i wartości, a także używania środków masowego przekazu (p.11). Republika Kazakstanu zobowiązała się także do udzielania pomocy na prośbę Kościoła wiernym znajdującym się w państwowych instytucjach ochrony zdrowia, opieki, czy miejscach zameldowania (p.10). Życie potwierdza ślady działalności Kościoła zaaprobowane przez państwo w konkordacie. Z relacji misjonarzy wiadomo też, że postanowienia konkordatu są prawie nieznane przez urzędników państwowych, co nastręcza wiele problemów w doprowadzeniu jakiejś inicjatywy do finału. W czasie lektury zajrzał do mojego przedziału policjant. Poprosił o dokumenty, popatrzył na mnie, porozkładane dokumenty i zapytał: student?