+48 606 283 414 larafal@interia.pl

Bywają dni czynnej bierności, czyli dni bez wielości zajęć, ale intensywności myśli i rozważań. Z pewnością dzień dzisiejszy należał do takich. Przedmiot refleksji wyznaczały miejsca pobytu: kościół św. Antoniego i cmentarz. W kościele celebrowałem trzy Eucharystie na mocy papieskiego przywileju. Dwie ofiarowałem w intencji wiernych zmarłych, jedną w intencji papieża Benedykta XVI. Było wiele czasu na modlitwę, adorację. W tej przestrzeni były myśli o życiu bliskich zmarłych, a także tych, którzy poświęcili swe życie Bogu i zakończyli swe ziemskie pielgrzymowanie z dala od domu rodzinnego. Widzę po sobie, że wiele łączy mnie z tym, co w jakiś sensie odległe. Byłem także pod wrażeniem drugiej miejsca. Po raz pierwszy widziałem cmentarz tak bardzo urozmaicony pod względem nagrobków i znaków. Nad ziemią górowały muzułmańskie księżyce, prawosławne i katolickie krzyże. Tych ostatnich było najmniej. Nie było bliskiego i znanego mi dotąd obrazu: kwiatów i zniczy. Wszędzie były zarośla, które utrudniały przechodzenie między grobami. W tym klimacie rodziło się pytanie: czy to miejsce jest tak słabo odwiedzane, czy może te krzywy tak szybko rosną? Innym tematem są groby. Każda mogiła ogrodzona jest żelaznym płotem. Właściwie nie ma mowy o grobach, ale o działkach. Zastanawiałem się, czy te zabezpieczenia mają chronić przed złodziejami, zwierzętami? Pewnie uzasadnienie będzie głębsze, ale nie było mi dane uzyskać innych informacji. To wszystko było dla mnie nowe i obce. W tym klimacie prosiłem o łaskę odpustu zupełnego, odwiedzałem groby zmarłych katolików, polecałem wszystkich w modlitwie, myślałem o przemijalności i życiu. Zauważyłem, że poczucie obcości związane z miejscem było również obecne podczas rozmyślań. Uświadomiłem sobie, że w przeszłości częściej rozważałem o przemijalności, a w ostatnim czasy rzadko. Chyba był to mój pierwszy raz od przylotu i pomimo to myśli nie były zbyt długie i głębokie. Próbuję znaleźć przyczynę. Jedna myśl przychodzi mi do głowy. Umiłowałem życie, ten bezcenny dar od Boga. Kocham życie niezależnie czy jest z górki czy pod górkę, tu na ziemi czy w wieczności. Chyba to umiłowanie życia zawdzięczam świadomości bycia kochanym. Przy tej refleksji zauważam w sobie tendencję, aby się tłumaczyć z obcości umierania. I chociaż ta tendencja się pojawiła, to jednak podszedłem do niej spokojnie, bez przeżywania. Droga do umiłowania życia prowadzi przez umieranie. Widzę, że jest we mnie bardzo dużo obszaru, któremu trzeba zadać śmierć, a pewnie nie wszystko też widzę. Jakoś nie gorączkuje się tym, bo świadomość bycia umiłowanym stanowi principium i zarazem okienko, przez które patrzę na świat. Nie spodziewałem się, że notatka z dnia będzie tak obszerna. W tym tkwi sekret myśli. Kiedy człowiek poświęci im chwilę, jedna po drugiej zaczynają się ujawniać i rejestrować sercu. Zauważam w sobie wewnętrzny świat, który jest Bożym filtrem w spostrzeganiu, rozumowaniu, odczuwaniu. Z takim wyposażeniem można czuć się spełnionym i szczęśliwym w każdym miejscu i czasie. Na ostatek została refleksja o miłości. Właściwie poniższe tłumaczenie było w notatce dnia jako pierwsze. Nie wiem, dlaczego przesunęło się na koniec. Nie będę marnował sił, żeby nad tym dumać, bo widocznie tak miało być. Z książki Aдама Джексона: „Wielki jest ten, kto pokonuje miasto, ale prawdziwie wielkim jest ten, kto pokonuje siebie. Miłość rozpoczyna się w myślach. Jesteśmy tym, o czym myślimy. Myśli pełne miłości budują życie pełne miłości i relacje pełne miłości. Pełna afirmacja siebie zmienia nasze patrzenie na siebie i innych. Jeśli chcesz kochać, musisz uwzględnić potrzeby i życzenia drugiego. Miłość w życiu i we wzajemnych relacjach nie powinna być walką. Nad miłością trzeba pracować. Jeśli chcesz kochać, potrzeba budować miłość. W tym jest istota miłości: trzeba nad nią pracować, żeby ją zbudować.”