Nie odczuwam ani euforii, ani rozczarowania.
Na dziś wiem, że od przyszłego roku nie będzie parafialnej katechezy dla dzieci i młodzieży. Nie czuję się na siłach, by kontynuować dzieło rozpoczęte w ubiegłym roku, a tym bardziej podejmować nowe inicjatywy duszpasterskie i rozwijać kolejne formy działalności.
Nie przewiduję ograniczania liczby Mszy Świętych, nawet gdyby liczba kapłanów w parafii została zredukowana do dwóch, a nawet jednego. Uważam jednak, że sytuacja Kościoła wymaga odwagi w podejmowaniu konkretnych decyzji. Jeśli rzeczywiście mierzymy się z coraz mniejszą liczbą duchownych, należałoby rozważyć zmianę przepisów, tak aby stypendia mszalne z drugiej i trzeciej Mszy Świętej mogły zasilać budżet parafii. Kościół powinien dostosowywać swoje struktury i priorytety do realnych możliwości kadrowych. Nie spodziewam się jednak głębokich reform w tym zakresie!
Trudno też nie dostrzegać pewnych dysproporcji. W parafii Brzęczkowice w niedzielnej liturgii uczestniczy blisko dwa tysiące wiernych, a posługę pełnią proboszcz, wikariusz i pomoc duszpasterska. Tymczasem w sąsiedniej parafii, gdzie liczba praktykujących wynosi dziewięćset dusz, pracują proboszcz i dwóch wikariuszy. Rodzi się pytanie o sens i przejrzystość takich rozwiązań. Określenie „pomoc duszpasterska” sprawia wrażenie mnożenia struktur. Bardziej czytelne wydaje się określenie „rezydent”, które jasno wskazuje status kapłana mieszkającego na terenie parafii, nie przesądzając jednocześnie o zakresie jego zaangażowania duszpasterskiego. W sytuacji, gdy kapłan faktycznie współtworzy zespół odpowiedzialny za codzienne funkcjonowanie parafii, bardziej przejrzysty wydaje się model oparty na proboszczu i wikariuszu. Natomiast funkcję „pomocy duszpasterskiej” warto pozostawić dla tych wspólnot, które nie tyle wymagają stałego wsparcia ze strony kapłana, ile same, dzięki swojej dojrzałości i zaangażowaniu, mogą stanowić realne oparcie i pomoc dla kapłanów w ich posłudze.